5sola.pl

Soli Deo Gloria

wtorek, 30 grudnia 2014

Pasterze czy wilki

wtorek, grudnia 30, 2014 0 Comments
Zgodnie z Biblią, cechą charakterystyczną czasów ostatecznych będzie pojawienie się ogromnej ilości fałszywych nauczycieli i proroków. Skąd to wiemy? Pan Jezus mówił, że tak właśnie będzie! Powstaje więc pytanie, w jaki sposób mamy konfrontować fałszywych nauczycieli i ich nauki. Publicznie, tak jak i oni głoszą swoje poglądy, czy może prywatnie?

Moja książka Faith Undone wywołała sporo kontrowersji. Przygotowując się do jej napisania przeczytałem ponad 60 książek napisanych przez ludzi utożsamiających się z Nowopowstającym Kościołem oraz Ruchem Świadomego Celu. Nie została więc ona zredagowana w pośpiechu, ale dokładnie zbadałem cały materiał, który pozwolił mi dojść do jednej konkluzji: biblijne chrześcijaństwo jest atakowane. Wielu autorów tych książek, jest jednocześnie pasterzami stojącym na czele swoich stad.

Krytycy mojej książki przeważnie mają kilka cech wspólnych. Po pierwsze, nie interesuje ich zapoznanie się z moim opracowaniem tak, aby sami mogli sprawdzić podane przeze mnie wiadomości i ostrzeżenia w odniesieniu do Nowopowstającego Kościoła. Mówią, że wiedzą o czym jest moja książka bo jestem zawsze w opozycji wobec głównego nurtu panującego w chrześcijaństwie. Twierdzą również, że współcześni chrześcijanie powinni być znani z tego co popierają, a nie z tego czemu się sprzeciwiają.

Tego typu komentarze przerażają mnie w świetle ziemskiej służby Pana Jezusa, który w wyraźny sposób demaskował wszelkie zwiedzenie. Tak samo czynili apostołowie Piotr i Jan oraz Juda. Czy oni nie przestrzegali wierzących o wilkach przebranych za pasterzy i niszczących stado?
Istnieją dziś pasterze, których publiczne oświadczenia i deklaracje są w całkowitej sprzeczności ze Słowem Bożym. Moi krytycy pytają mnie: "Czy osobiście udałeś się do tych braci i prywatnie omówiłeś z nimi swoje obawy przed napisaniem o tym publicznie, zgodnie z zaleceniami Mateusza 18?".

Ciekawe pytanie, prawda? Ale czy to jest właściwa droga, kiedy niebiblijne wypowiedzi są głoszone publicznie? Czy Paweł udawał się bezpośrednio do swoich krytyków, którzy głosili heretyckie bzdury na forum publicznym? Co zrobił Juda pisząc swój list? Napisał ostrzeżenie: "Wkradli się bowiem pomiędzy was jacyś ludzie.." (Jud 1,4) ukazując, że byli oni bardzo niebezpieczni. Przestrzegał owce, tak jak każdy strażnik powinien uczynić.

Ponadto, wydaje mi się, że ci którzy zalecali mi bezpośredni kontakt z ludźmi, o których zamierzałem napisać w swojej książce, sami nie stosują się do swoich porad. Ostatnio pewna grupa pastorów wykonała prywatny atak na moją osobę w swoim tajemnym kółku dyskusyjnym. Dowiedziałem się o tym tylko dlatego, że człowiek pełniący funkcję sędziego w tym panelu dyskusyjnym poinformował mnie o tym, twierdząc jednocześnie, że musiał przerwać dyskusję bo wymknęła się ona spod kontroli.

Nie każdy jest powołany, aby pełnić służbę strażniczą w Kościele. Jednak niektórzy ludzie są. Pamiętasz Jeremiasza ze Starego Testamentu? Bóg powołał go, aby przekazał synom Izraela prawdę, której ci nie chcieli słyszeć. Ludzie znienawidzili Jeremiasza i zaczęli opracowywać plany przeciwko niemu. Czy Jeremiasz był złym człowiekiem tylko dlatego, że przekazywał ludziom to co mówił Bóg?

Dziś dokładnie tak samo jak w przeszłości, ludzie nie chcą słuchać ostrzeżeń stróża. Chcą go zabić, albo zniszczyć wraz z jego poselstwem.
Słowo Boże musi być naszym standardem prawdy. Sprawdź to sam!

Roger Oakland
http://www.understandthetimes.org/commentary/c69.shtml

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Sozo jest jedną z najnowszych praktyk wewnętrznego uzdrawiania, która pojawiła się w ostatnich latach w Kościele. Jest ona szczególnie popularna wśród Ruchu Znaków i Cudów, wyznawców Ewangelii Sukcesu, Ruchu Wiary a także Ruchów Wczesnego Deszczu i Nowej Reformacji Apostolskiej. Na oficjalnej stronie Sozo możemy przeczytać: „Sozo jest to wyjątkowa służba wewnętrznego uzdrawiania i uwolnienia, której celem jest dotrzeć do korzeni rzeczy, które wstrzymują twoją osobistą relację z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Uzdrowienie połączenia pozwoli ci chodzić w przeznaczeniu, do którego zostałeś powołany”. W jednym z wywiadów Dawna DeSilva, współzałożycielka służby, powiedziała, że Sozo to: „Czas indywidualnej modlitwy i uwolnienia. Przyglądamy się twoim zranieniom i kłamstwom, w które wierzysz i które być może powstrzymują cię od wejścia w twoje powołanie”.

Sozo zostało rozwinięte przez Dawne DeSilve i Terese Liebscher. Innym liderem, nauczycielem i mentorem Sozo jest Randy Clark, który rozpoczął dziwaczne manifestacje, rzekomo Ducha Świętego, w Toronto Aiport Vineyard. W 1997 roku Clark spotkał się z osobami z kościoła Bethel i prowadził wraz ze swoim zespołem szkolenie oparte na tzw. modelu „wyzwolenia” pochodzącym z Argentyny. Program „10 kroków” opracowany przez Clarka jest zmodyfikowaną wersją programu stworzonego przez pastora Pablo Bottariego, który przez wiele lat był odpowiedzialny za prowadzenie namiotu wyzwolenia podczas krucjat ewangelizacyjnych Carlosa Anacondia.

Dawna DeSiliva uczestniczyła w szkoleniu zorganizowanym przez Clarka. Zaczęła stosować w praktyce zdobytą wiedzę, a widząc zadziwiającą różnicę w „poziomie wolności” ludzi, za których się modliła, założyła służbę Sozo, stanowiącą zbiór doświadczeń Clarka połączony z narzędziami Theophostic oraz metod opracowanych przez dr Aiko Hormann z Hormann Ministry.

Zapoznając się z materiałem promocyjnym jednej z konferencji poświęconych tej nowatorskiej metodzie uzdrawiania, mogliśmy przeczytać, że: „Sozo to służba uzdrowienia wewnętrznego i uwolnienia. Służba Sozo jest prosta, szybka, prowadzona przez Ducha i skuteczna. Sozo dociera do sedna sprawy w ciągu kilku minut, a nie przez lata. Sozo pomaga uzdrowić relacje z Bogiem, co umożliwia wypełnienie swojego powołania”.

Metodyka pracy Sozo narodziła się w Bethel Church w Reeding, w Kalifornii, w kościele Billa Johnsona, chociaż jak możemy przeczytać na ich stronie, zespół Sozo nie składa się z pracowników kościoła Bethel (kościół Bethel znany jest z wielu niebiblijnych manifestacji, takich jak: pióra aniołów, złoty pył, „chmura chwały”, spadająca manna oraz całkowicie niezrozumiałe praktyki Grave Sucking).

Na oficjalnej stronie służby czytamy, że Sozo nie jest sesją poradnictwa (doradczą), ale czasem komunikacji z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Co do nazwy technicznej podobno z powodów prawnych nikt nie nazywa tego doradztwem ani też terapią a zamiast tego używa się określenia o szerokim znaczeniu: „modlitwa uzdrowienia”. Mark Dinsmore ze służby The Berean Call, zwraca naszą uwagę, że chociaż służba Sozo rozpoczęła się w Bethel Church to jednak swoje początki wywodzi z korzeni argentyńskich przebudzeń, doświadczeń kilku kościołów oraz wielu innych osób. Sozo jest bardziej wynikiem ewolucji metod i form wewnętrznego uzdrawiania aniżeli nowatorskim pomysłem ludzi z kościoła Bethel.

Badając rodowód oraz genezę powstania tej służby, Dinsmore stwierdza, że jest ona niezwykle elastyczna, plastyczna i przede wszystkim otwarta. Co ciekawe osoby zajmujące się tą posługą twierdzą, że będzie ona w dalszym ciągu się rozwijać. Osobiście czujemy się zobligowani do sformułowania pytania: jak się będzie rozwijać? Czy Słowo Boże się zmienia? A może też historia Sozo przekona nas do tego, że jej techniki są stworzone przez człowieka i nie wynikają z natchnienia Bożego, które pozostaje czymś całkowicie niezmiennym.

Sozo pomimo roszczeń jakoby było służbą opartą na biblijnych zasadach, zbudowane jest w oparciu o rozwiązywanie i odkrywanie problemów zakopanych w przeszłości, a które blokują rozwój duchowy człowieka. Problemy rzekomo ukryte są w podświadomości jednostki oraz w jej wspomnieniach i muszą zostać zdefiniowane przy pomocy regresji pod nadzorem terapeuty Sozo. Oczywiście osoba posługująca jest przekonana, że cały proces jest prowadzony przez Ducha Świętego. T.A.McMahon rozważając założenia Sozo, zastanawia się czy to nie jest kolejny przykład uduchowionej psychoterapii, prowadzonej przy pomocy technik zaczerpniętych z okultyzmu.

CO TO JEST SOZO?

Sozo, według jej propagatorów, jest służbą w kościołach ewangelicznych, w ramach której pomaga się uzdrawiać osoby ze skutków zranień i grzechów, a także uwalniać ich z sideł demonicznej działalności poprzez odnalezienie kłamstw z przeszłości, blokujących obecną relację z Bogiem. Służba ta ma na celu przywrócenie ludzi do relacji z Bogiem i prowadzenia bardziej owocnego i satysfakcjonującego życia.

Jej zwolennicy twierdzą, że rozpoczęła się ona już w czasach Jezusa, który według nich stworzył jej fundamenty poprzez modlitwę i uwalnianie ludzi. Greckie słowo „Sozo”, od którego wzięła swoją nazwę, oznacza: uratować, zachować, ocalić, leczyć – a to wystarczające podstawy legitymizujące ich działania. Biblijną podstawą służby Sozo są najczęściej fragmenty z 61 rozdziału księgi Izajasza, a także Psalm 91 oraz 1 List Jana (3,5-9). Odział służby Sozo na Florydzie jest na tyle uczciwy, że przyznali: „wewnętrzne uzdrawianie” nie jest biblijne. Jednakże chwile potem wskazują na szereg kompletnie wyrwanych z kontekstu wersetów, mających jakoby potwierdzać to, co Bóg robi podczas ich sesji. Wiarygodność wszelkich służb, teorii, doktryn, nauk itp. zbudowanych na pojedynczych fragmentach pozostaje w ogromnej wątpliwości.

CEL SOZO

Osoby zaangażowane w tę służbę twierdzą, że wynika ona bezpośrednio z dwóch głównych celów misji Jezusa. Ich zdaniem Jezus przyszedł na ziemię aby zabrać nasze grzechy (a także rezultaty grzechów innych ludzi w naszym życiu) a także aby zniszczyć dzieła diabelskie. Praktycy Sozo są przekonani, że ich służba jest bezpośrednio prowadzona przez Ducha Świętego oraz że Pismo wyraźnie stwierdza, że nieprzyjaciel wykorzystuje nasze rany i grzechy, aby trzymać nas w niewoli. Szatan ma mieć rzekomo dostęp do naszego życia poprzez „otwarte drzwi”. Celem służby Sozo jest odnalezienie tych drzwi oraz ich zamknięcie, co w rezultacie usunie prawo diabła do naszego życia, a my staniemy się wolni. Na jednej ze stron internetowych zajmujących się tą służbą czytamy, że Sozo jest odpowiedzią na nasze problemy z depresją, lękiem, poczuciem beznadziejności, utratą duchowego celu lub wizji, traumatycznych przeżyć związanych ze stratą kogoś bliskiego. W skrócie: Sozo według wspólnoty Bethel jest odpowiedzią na wszystkie problemy, które jako człowieka żyjącego w skażonym grzechem świecie, mogą być normalną częścią twojego życia.

Celem Sozo jest również tworzenie kolejnych zespołów, które wykorzystując opracowaną metodykę uzdrowienia z kościoła Bethel, będą rozprzestrzeniać ją w innych częściach świata. Na jednej ze stron poświęconych służbie Sozo czytamy, że: „Każdy człowiek na tej planecie musi być połączony z Bogiem Ojcem, a także być wolnym od ran i kłamstw, które trzymają go z dala od zrealizowania Bożego przeznaczenia dla ich życia”.

W tym miejscu musimy uświadomić sobie, że nie można oddzielić służby Sozo od innych dziwnych zjawisk, mających miejsce w kościele Bethel. Rozprzestrzeniając posługę Sozo automatycznie szerzy się filozofię i wypaczoną teologię Billa Johnsona. A to wszystko dlatego, że Sozo to „Lifestyle” – „droga naszego życia, po której możemy chodzić w wolności”. Ma to ogromne znaczenie, gdyż wiele źródeł podaje, że służba Sozo obecna jest w ponad 80% krajów na świecie. To wszystko stanowi o ogromnym wpływie kościoła Bethel na dzisiejsze chrześcijaństwo. Wraz z Sozo przyjmuje się styl życia Bethel. Dawna DeSiliva w jednym z wywiadów powiedziała, że osoby przyjeżdżające na szkolenie do kościoła Bethel automatycznie zapoznają się z czymś więcej aniżeli z samymi założeniami technicznymi służby Sozo. Są włączane w coś, co DeSiliva określiła mianem „kultury Bethel”. W momencie kiedy instruktorzy Sozo udają się do poszczególnych wspólnot w celu prowadzenia spotkań poświęconych wewnętrznemu uzdrawianiu, przywożą również ze sobą „kulturę Bethel”.

Cytując kolejny materiał promocyjny Sozo czytamy: „Pragnieniem usługujących Sozo jest sprawienie, by nasza relacja z Bogiem była bogatsza i abyśmy wypełnili swoje powołanie, sprowadzając niebo na ziemię”. Kiedy niebo nawiedza ziemię” to tytuł bardzo popularnej książki pastora kościoła Bethel, Billa Johnsona. Recenzując tę publikację, Bob Dewaay stwierdził: „Mój wniosek nie jest zbyt szorstki: ten ruch tak naprawdę nie jest z nieba pomimo, że twierdzi inaczej. Wielu młodych ludzi jest oszukiwanych przez niego. Potężne doświadczenia w chrześcijańskim kontekście tworzą silny eliksir, który paraliżuje teologiczne zmysły. Wiem to ponieważ w młodości zostałem wciągnięty w podobny ruch budowany na doświadczeniach, które przezwyciężały biblijną egzegezę. Na szczęście Bóg uratował mnie i poprowadził przez Pisma do prawdziwej ewangelii. Może wielu spośród tych, którzy są w szponach tego fałszywego odrodzenia religijnego zostanie zachowanych podobnie jak ja”. W przypadku chrześcijaństwa znany slogan „zjedz mięso – wypluj kości” jest tak naprawdę całkowitym zaprzeczeniem nauki apostolskiej. W pierwszym Kościele obowiązywał program „zero tolerancji dla fałszywych nauczycieli i fałszywych nauk”. Przyjmując materialne i duchowe wytwory "kultury Bethel" przyjmujemy mieszaninę teologicznej trucizny połączonej z pseudo duchowością opartą na emocjonalnych przeżyciach.

JAK TO WYGLĄDA?

Przyglądając się tej służbie, prowadzonej w USA można stwierdzić, że według deklaracji składanych przez osoby w nią zaangażowane, jednym z jej podstawowych celów jest zbliżenie człowieka do Boga Ojca, Jezusa i Ducha Świętego. Sozo ma stanowić pomoc, która umożliwi człowiekowi bliższą społeczność z Bogiem. Czytając teksty promujące tę służbę, można natrafić na argumenty, mające wskazywać, że osoby prowadzące tę posługę są wykwalifikowane w niesieniu innym pomocy, aby mogli oni spotkać się ze swoim Bogiem. Członkowie zespołów, tak jak wszyscy świeccy psychologowie i psychoterapeuci, posiadają specjalne certyfikaty a raz w roku jeżdżą na Sozo Summit, do kościoła Bethel – punktu centralnego całej służby Sozo. Wielokrotnie w materiałach poświęconych tej służbie znajdziemy powtarzającą się informację, że Sozo nie jest sesją doradczą (terapeutyczną) ale czasem obecności z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Wbrew pozorom jest to bardzo ważna informacja, o czym będziemy mogli przekonać się w dalszej części materiału.
Oficjalna strona Sozo wymienia sześć narzędzi, które są wykorzystywane przez zespół w czasie posługi:
Drabina Ojca – dobre narzędzie dla niespełnionych potrzeb i niebożych przekonań dotyczących wiary. Weryfikuje nasze spojrzenie na Boga Ojca, Jezusa i Ducha Świętego oraz ukazuje ich prawdziwy charakter. Służy ono również wyjaśnieniu związku pomiędzy zranieniami i kłamstwami, które wynieśliśmy z dzieciństwa.
Cztery Drzwi – narzędzie do rozwiązania kwestii grzechu i demonicznej presji. Dobry sposób, aby przeprowadzić weryfikację życia przyglądając się czterem kategoriom grzechu:
- strachu – obawa przed tym, że nasze potrzeby nie będą zaspokojone,
- nienawiści - niechęć, gorycz, złość, wściekłość,
- grzechu seksualnego – relacje seksualne poza przymierzem małżeńskim,
- okultyzm – poszukiwanie wiedzy, siły oraz kontaktu z mocami nadprzyrodzonymi innymi od Boga.
Obecność Jezusa – bardzo dobre narzędzie polecane szczególnie w przypadku pracy nad zranieniami. Ukazuje również zależność pomiędzy bólem, który odczuwamy, a kłamstwem w które wierzymy.
Ściana – dobry sposób, który pomaga osobie wyobrazić to, co trzyma ją z dala od Boga i w jaki sposób można usunąć tę przeszkodę z drogi prowadzącej do wolności. Negatywna blokada w duszy, która utrudnia przepływ Bożej miłości.
Mechanizmy spustowe – zaproszenie Jezusa do sytuacji w przeszłości, aby ten dokonał naszego uzdrowienia.
Boskie edytowanie - potencjalnie dobre narzędzie w przestawieniu umysłu na nowe ścieżki myślowe

Ostatnie z trzech wymienionych narzędzi zaawansowanych zostały określone przez Dawne DeSilve jako „praca z pamięcią”. Zapamiętajcie to określenie, gdyż jest ono niezwykle istotne. Analizując wskazane narzędzia i w myśl głównych założeń teoretycznych służby Sozo, można stwierdzić, że: „Za pomocą tych wszystkich narzędzi i pracy Ducha Świętego rany są uzdrawiane, prawda objawiona, a drzwi dostępu diabła do naszego życia zamknięte”.

DRABINA OJCA

Drabina jest komputerowym diagramem sekwencji działań, umożliwiającym przeprowadzenie wywiadu z klientem. Został on zaprojektowany aby ujawnić to co jest opisywane przez świeckich psychologów oraz chrześcijańskich doradców jako „ojcowskie zranienia”. W instrukcji Sozo, Andy Reese wyjaśnia, że usługę zaczyna się od zachęty, aby klient wyobraził sobie Boga Tatusia, albo prosi się Tatusia, aby dał obraz samego siebie osobie, której udzielana jest posługa. Dalej Reese mówi, że możemy zadawać pytania w stylu: „Jaki obraz pojawia się w twojej wyobraźni kiedy mówię Bóg Ojciec?”.

Dinsmore w swojej analizie Sozo wskazuje, że jest to wyraźne pogwałcenie Bożych przykazań, które Bóg dał Mojżeszowi. Nas jednak szokuje podobieństwo tego schematu do klasycznego modelu psychoterapii, a także brak jakiegokolwiek biblijnego uzasadnienia podobnych praktyk. Z biblijnego puntu widzenia (a taki powinien z definicji cechować ludzi rzekomo opierających swoją służbę na Biblii) takie działania są po prostu niedorzeczne. Próbowaliście kiedyś wyobrazić sobie Boga? Abstrahując już od nieposłuszeństwa Słowu Bożemu, ale czy naprawdę jesteśmy tak naiwni wierząc w skuteczność tego rodzaju praktyk? W dodatku cały czas jesteśmy przekonywani o autentycznym prowadzeniu całej posługi przez Ducha Świętego. Zadziwiające. Każda próba wyobrażenia sobie Boga Ojca jest z góry skazana na porażkę. Nie możemy być tak łatwowierni ulegając pokusie stworzenia w naszym umyśle obrazu Boga, którego istota przewyższa wszystko co jesteśmy w stanie pojąć naszym ograniczonym umysłem.

Dalej posługujący pyta czy obraz Boga jest dobry czy też zły. Jeśli jest on dobry, to klient jest zachęcany do mówienia (wyraźnie lub cicho) do „wyobrażenia” Boga Tatusia a także do zadawania pytań w stylu: „Co o mnie myślisz?”. Jeśli klient ma negatywny obraz Boga to moderator, stosując narzędzia Sozo, musi odnaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy.

Osoba Trójcy

Człowiek

Rodzina
Bóg Ojciec
Tożsamość/
Opiekuńczość/
Zaopatrywanie
Ojciec
Jezus
Współczucie/
komunikacja
Rodzeństwo/przyjaciele
Duch Święty
Komfort/pocieszenie
Wychowywanie/czuwanie
nauczanie
Matka

Chyba nikogo kto chociaż raz w swoim życiu przeczytał całą Biblię, lub chociaż sam Nowy Testament, nie trzeba przekonywać, że nie znajdziecie biblijnego uzasadnienia wyżej przedstawionego schematu. Są to idee i pomysły zaczerpnięte ze współczesnej psychologii, która przekonuje nas jak wielką rolę odgrywa akceptacja ze strony ojca w dzieciństwie lub też, że osoba matki jest podstawowym źródłem poczucia bezpieczeństwa i komfortu, co w latach późniejszych ma przełożenie na funkcjonowanie człowieka w życiu dorosłym. Sama Liebscher stwierdziła, że Drabina Ojca powstała na podstawie nauczania o potrzebach i lękach prowadzonego przez jednego z pracowników Bethel podczas szkółki niedzielnej. Jeśli z uwagą śledziliście wszystkie zamieszczone do tej pory części opracowania "Wewnętrzne uzdrawianie - chrześcijaństwo czy okultyzm?", to powinniście zauważyć, że już Carl Jung proponował wprowadzenie „archetypu” (jako części nieświadomości zbiorowej wspólnej wszystkim ludziom na świecie), który w późniejszych latach został przekształcony w pojęcie „wewnętrznego dziecka”. W przypadku kiedy Sozo zaczyna weryfikować nasze obecne życie, szukając deterministycznych przesłanek w naszej relacji z bliskimi w dzieciństwie, możemy zauważyć, że o wiele bardziej przypomina to wywiad psychologiczny aniżeli poradnictwo oparte całkowicie o biblijne nauczanie. Na poziomie czysto ludzkim nie trudno nam sobie wyobrazić, że ktoś kto doświadczył zranień ze strony ziemskiego ojca w dzieciństwie, może mieć problem ze zrozumieniem tego, że Bóg jest naszym Ojcem. Ta idea może wydawać mu się czystą abstrakcją i nasz cielesny umysł będzie ją rozpatrywał w ludzkich kategoriach utożsamiając Boga Ojca z naszym ziemskim. Wielu z nas być może miało ten problem, kiedy nasz ojciec był tak daleki od tego jaki powinien być.

Zobaczmy 1 List do Koryntian 2, 10-16: Kiedy rodzimy się na nowo zaczynamy dzięki łasce Ducha Świętego postrzegać rzeczy w sposób duchowy, a nie cielesny. Biblia uczy nas tego, że mamy wierzyć w to, co jest prawdą (co mówi Bóg w swoim Słowie) a nie skupiać się na tym co myślimy czy też czujemy z ludzkiego punktu widzenia. Więc nawet jeśli ktoś wyniósł negatywne wspomnienia ze swojego dzieciństwa, to one w żaden sposób nie muszą być przekładane na teraźniejszą społeczność z Bogiem, a już tym bardziej nie determinują one naszego stosunku do Boga czy też grzechu. Nasi ziemscy rodzice podobnie jak i my, są tylko grzesznikami i jako ludzie zawodzili, zawodzą i będą zawodzić. Psychologiczne deliberacje są pełne tego typu odniesień, o których Biblia nie wspomina nawet słowem. W zdecydowanej większości ludzka mądrość sprzeciwia się Bożej mądrości. Tak też jest w tym przypadku, a dziecko Boże powinno wierzyć w to, co jest napisane w Biblii (zob. J 3,16; Ps 27,10; Oz 11,4) a nie upatrywać złudnej nadziei w ludzkich teoriach. Ponadto wydaje się czymś dziwnym, że chociażby braki w relacji z matką, są łączone z naszymi problemami z Duchem Świętym. Podobnie musimy pamiętać, że Bóg Ojciec w takim samym stopniu bierze udział w naszym wychowywaniu, jak i Duch Święty, który nas zaopatruje (zob. Prz 3,12 Hbr 12, 6-11).

Taki podział poszczególnych „funkcji” czy też „działań” każdej osoby Trójjedynego Boga nie ma żadnego biblijnego uzasadnienia. Nie zapominajmy, że to my jesteśmy stworzeni na Boże podobieństwo, a nie Bóg na nasze. Uporządkowanie i zaszufladkowanie którejkolwiek z osób Trójjedynego Boga jest nieporozumieniem i świadczy jedynie o braku duchowego zrozumienia istoty Boga.

CZTERY DRZWI

Cztery drzwi to: strach, nienawiść, okultyzm, grzech seksualny. Podczas sesji Duch Święty może rzekomo prowadzić osobę posługującą, aby ta pomogła osobie, której udzielana jest posługa, odkryć swój grzech w tych czterech kluczowych obszarach. Następnie wyrzec się go i zamknąć drzwi za sobą uniemożliwiając tym samym dostęp szatana do naszego życia. Biblia wyraźnie naucza nas o wyznawaniu grzechów (zob. Jk 5,16), a przez setki lat wierzący robili to bez potrzeby wspomagania się czy to szkoleniami czy to przeróżnymi narzędziami.

Co więcej, cała Biblia przekonuje nas do tego, że grzech jest grzechem. Część z nas w dalszym ciągu posiada pozostałości po rzymskokatolickiej mentalności, która bardzo często ułatwia nam klasyfikowanie grzechów na większe i mniejsze. Biblia jednak mówi o czymś innym. Klasyfikacja grzechów zaproponowanych przez służbę Sozo jest czymś niezrozumiałym. Pierwszym grzechem była pycha, kiedy to Lucyfer zbuntował się przeciwko Bogu. Drugi grzech Adama i Ewy to nieposłuszeństwo. Dalej w kolejności był Kain, który zabił swojego brata. Czy jego grzech jest czymś mniejszym w oczach Bożych aniżeli niemoralność seksualna? (morderstwo nie zawsze wiąże się z nienawiścią, zobacz chociażby historię Dawida i Batszeby. Śmierć Uriasza była wynikiem kalkulacji i egoistycznego myślenia Dawida, a nie nienawiści do swojego żołnierza. Zresztą, czy kogokolwiek z was trzeba przekonywać, że człowiek jest jedyną istotą, która zabija dla przyjemności?).

Do dnia dzisiejszego ludzka duma nie pozwala człowiekowi przyjąć do świadomości, że jest grzesznikiem zasługującym na śmierć, a nasze nieposłuszeństwo Bogu jest widoczne w każdym obszarze życia. Dla Boga nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem jak czary (1 Sam 15,23). Każdy grzech jest jednakowy w oczach Bożych i nie ma żadnych Czterech Drzwi czy czterech kategorii szczególnych grzechów. Ciekawym jest, że służba Sozo prowadzona w Kansas City przez Annie Schumacher wprowadziła „nowe drzwi” określane jako: „morderstwo”. Czyli zgodnie z założeniami, służba ta cały czas się rozwija i ewoluuje. Czyżby Duch Święty, który powołał tę służbę zapomniał dołożyć kolejnych drzwi?

Służba w Kansas City działa przy IHOP (Międzynarodowy Dom Modlitwy założony przez Mike'a Bickle'a). IHOP jest nową formą starego zwiedzenia o nazwie Ruch Późnego Deszczu. Dodajmy, że bardzo niebezpiecznego zwiedzenia. Czy ta korelacja nie jest ciekawa i zastanawiająca? Jeszcze ciekawsza jest historia Annie Schumacher. Patrząc na jej życiorys można stwierdzić, że świecka psychologia na pewno nie jest jej obca. Co więcej  była jedną z liderek Vineyard Christian Fellowship, sieci zborów założonych przez Johna Wimbera, do której należało między innymi Toronto Airport, z którym mieliśmy do czynienia z tzw. „Toronto blessing”. Pani Schumer jest również członkiem International Association of Theophostic Ministers, co po raz kolejny wskazuje nam że Sozo nie jest żadną nowością, ale zmodyfikowaną wersją wcześniejszego doświadczenia w ramach służby wewnętrznego uzdrawiania w USA. Była również zaangażowana w katolickiej odnowie charyzmatycznej. Nie udało nam się znaleźć osobistego świadectwa, informacji o nawróceniu czy też chrzcie. Zamiast tego jest długa lista osiągnięć i posiadanych kwalifikacji, które rzekomo mają ją predestynować do służby. Kończąc jej wątek chcemy jeszcze zwrócić uwagę na jeden fakt, który naszym zdaniem ma duże znaczenie. Otóż jej służba, w którą jest obecnie zaangażowana, powstała w wyniku "wspaniałego" doświadczenia, które przeżyła w kościele Bethel Billa Johnsona. Początkowo była prowadzona w domu, który został nazwany Sozo Healing House. Obecnie nazwa jej służby prowadzona przy IHOP, brzmi Sozo Foundations. Betsy Kylstra, założycielka służby Odnowy Fundamentów przekazała proroctwo, że dr Annie Schumacher założy właśnie służbę o takiej nazwie.

Wracając do tematu Czterech Drzwi, jest wielką naiwnością wierzyć, że tylko w tych czterech obszarach ludzie są bardziej narażeni na grzech. Nie znajdziecie takiego uzasadnienia w Biblii a fragmenty takie jak ten z 5. rozdziału Listu do Galacjan ukazują nam o wiele szerszy katalog uczynków ciała, które Biblia jasno określa mianem grzechu. W Biblii nie znajdziemy również uzasadnienia jakoby każde z tych drzwi mogły mieć korzenie w pokoleniowych grzechach naszych przodków. Czy w całej Biblii znajdziemy jakieś wskazówki, sugerujące nam, że to właśnie grzech w tych czterech wyznaczonych obszarach ma kluczowe znaczenie dla naszego życia duchowego? Narzędzie to zakłada również, iż drzwi zostają zamknięte (i przypieczętowane krwią Chrystusa) poprzez przebaczenie tym, którzy przyczynili się do ich otwarcia w naszym życiu. To również nie jest biblijna koncepcja. Słowo Boże mówi nam wyraźnie, że każdy z nas za swój własny grzech poniesie śmierć: 5 M 24,16; 2 Krl 14,6; Jer 31,30; Ez 18,20. Przychodząc na ten świat, dziedziczymy po pierwszym Adamie grzeszną naturę i tylko w Chrystusie możemy szukać ratunku. Grzech nie wymaga klasyfikacji, ale radykalnego porzucenia i zwrócenia się w kierunku Boga. Ta zasada działa od 2000 lat z taką samą, niezmienną skutecznością.

Dlatego pokutujcie i nawróćcie się, aby wasze grzechy były zgładzone” (Dz 3,19).


OBECNOŚĆ JEZUSA

Jednym z najczęściej wykorzystywanych narzędzi jest "Obecność Jezusa". To narzędzie według specjalistów Sozo wykorzenia kłamstwa, będące powodem emocjonalnego cierpienia w życiu człowieka. Twierdzą oni także, że Jezus Chrystus mówi do naszych serc i pokazuje prawdę w miejscach gdzie dotąd panowały bezbożne poglądy. Ich zdaniem kiedy Jezus mówi prawdę nasze rany emocjonalne zostają uleczone i nie są już tak bolesne jak niegdyś. Podczas sesji zachęca się osoby przyjmujące posługę, aby poprosiły Jezusa nie tylko o wskazanie emocjonalnych ran z przeszłości, ale również aby ukazał gdzie On był w tym czasie, abyśmy mogli zrozumieć co było Jego zamiarem dopuszczając do ich zaistnienia.

W rzeczywistości jest to omawiana już przez nas starożytna technika wizualizacji, której źródła możemy doszukiwać się w szamańskich praktykach i okultyzmie a nie w Biblii. O tej technice można przeczytać w naszych wcześniejszych materiałach. Miejmy jednak tę świadomość, że Biblia ostrzega nas przed manifestacjami fałszywych Chrystusów, za którymi będą stały istoty diabelskie. To narzędzie Sozo, pomimo zmienionej nazwy, w dalszym ciągu pozostaje praktyką magiczną, zakazaną przez Słowo Boże. Andy Reese wyjaśnia, że jeśli klient nie jest w stanie zobaczyć „Jezusa” to istnieje duże prawdopodobieństwo demonicznej blokady. Dla nas brak obecności tego „Jezusa” świadczy raczej o Bożym miłosierdziu, a nie o blokadzie. Bóg w sposób suwerenny może chronić swoje dzieci, które zwiedzione trafiły w miejsce, gdzie dzieją się rzeczy będące przykładem demonicznych manifestacji (wizualizacja) lub też zwodniczych projekcji (np. „złoty pył”). Pamiętajmy, że praktykujący wizualizację nie są i nigdy nie będą prowadzeni przez Ducha Bożego. Ich służba nigdy nie była, nie jest i nie będzie oparta na Słowie Bożym. Wizualizacja, co już wykazywaliśmy wcześniej, jest najprostszą drogą do społeczności z demonami i chociażby tylko z tego tytułu powinnyśmy poddać w poważną wątpliwość całą służbę Sozo. Posiadamy dość biblijnych dowodów, aby stwierdzić, że za wizualizacją stoi arcykłamca o wielkim geniuszu, który nieustannie przekształca swoje poselstwo na różne sposoby – a jednocześnie nie jest zdolny do głoszenia zbawczej prawdy.

Posługa Sozo prowadzona jest poprzez dwie lub trzy osoby. Chociaż jak twierdzą osoby prowadzące tę służbę, skomplikowany przypadek może wymagać wielu osób bo „jeśli mamy do czynienia z hordą to również potrzeba hordy”. Przeważnie wszystko odbywa się w jednym lub kilku spotkaniach, trwających od jednej do trzech godzin. Na początku spotkania trwały od 3 do 6 godzin, ale jak twierdzą liderki tej służby, ich działanie się usprawniło i dziś zajmuje to znacznie mniej czasu.

Jedna osoba prowadzi całą posługę, a pozostałe to wstawiennicy. Sesja Sozo obejmuje modlitwę oraz wykorzystywanie arkuszu pytań, pomagających odkrywać kłamstwa w życiu człowieka, a także ukryte warownie. Wszystko jest oczywiście prowadzone przez Ducha Świętego (który jak twierdzi DeSilva dotyka różnych miejsc, ale to lider decyduje, w którą stronę należy iść i co zrobić), a w imię Króla i w Jego autorytecie prowadzi się ludzi do uzdrowienia.

PRZYKŁAD SESJI

Co najmniej godzinę przed sesją członkowie zespołu uczestniczą w tzw. „soaking prayer” – jest to pewien rodzaj mistycznego odpoczynku w "Bożej obecności". Osoby, które będą poddawały się posłudze również są zachęcane do uczestnictwa w tym mistycznym obrzędzie szukania "Bożej obecności". Wszystko to dzieje się w warunkach sprzyjających kontemplacji: łagodna muzyka, przyciemnione oświetlenie itd. Współcześnie obserwujemy tendencję odrodzenia mistycyzmu, co stanowi integralną część filozofii New Age. Wykorzystywanie mistycyzmu w posłudze Sozo otwiera drzwi do duchowej manipulacji i podważa jej wiarygodność.

W dalszej części członkowie zespołu udają się wraz z osobą, której będą usługiwać, do osobnego pokoju, przypominającego biuro psychoterapeutów. W przypadku Sozo oczywiście nie możemy mówić o doradztwie czy też poradnictwie. Jednakże analizując cały przedstawiony materiał pozostawiamy w ocenie czytelnika, kwestię ogromnego podobieństwa całej tej służby do usług świadczonych przez profesjonalnych psychoterapeutów.

Lider zespołu zaczyna zadawać osobie, której udzielana jest posługa, pytania mające na celu odkrycie wydarzeń z przeszłości, które są przyczyną jej obecnego stanu. Ma to na celu dotarcie do jednych z Czterech Drzwi (nienawiść, strach, okultyzm, grzech seksualny), poprzez które szatan ma rzekomo prawo do naszego życia.

Podczas sesji należy rozprawić się z danymi wspomnieniami oraz pozwolić Jezusowi, aby ten zamknął dane drzwi, co ma symbolizować nasze uzdrowienie i powrót do pełnego i efektywnego życia z Bogiem. Warto zauważyć, że podobnie jak podczas tradycyjnego procesu psychoterapeutycznego osoba, której udzielana jest pomoc znajduje się cały czas w stanie podwyższonej sugestii. W takiej sytuacji psychoterapeuta prowadzący terapię ma możliwość moderowania przekonań swojego pacjenta. Świecki doradca bardzo często podczas sesji będzie starał się zbudować w pacjencie przekonanie, że jego obecny stan jest wynikiem ran zadanych mu w przeszłości przez innych ludzi. Krzywda, którą zadali nam ludzie uformowała nas i nasze dzisiejsze problemy, co doprowadziło nas do gabinetu psychoterapeutycznego.

Psychologia i psychoterapia przez wielu jest traktowana jako „inna religia” bo bardzo często podczas takiej sesji możemy z ust osoby prowadzącej spotkanie otrzymać „rozgrzeszenie”, które uwolni nas od poczucia odpowiedzialności, lęku, strachu przed konsekwencjami, a przede wszystkim pozwoli przerzucić ciężar naszych „problemów” (grzech jest pojęciem abstrakcyjnym) na kogoś innego. W przypadku Sozo, jeśli osoba stwierdzi, że nie ma problemów w relacji z rodzicami, rodzeństwem i przyjaciółmi, wtedy zachęca się ją, aby opowiadała o relacjach między członkami rodzin, poszukała ukrytych zranień, kogoś komu nie przebaczyła itp.

W tym samym czasie drugi członek zespołu uważnie przysłuchuje się i zapisuje to co w jego mniemaniu Bóg mówi na temat określonych sytuacji. Nierzadko również występuje „słowo prorocze”, będące integralną częścią posługi oraz wyrazem autentyczności "Bożej obecności". Służba Sozo nie jest prowadzona dla par, ale zachęca się aby poszczególni partnerzy indywidualnie korzystali z posługi. Posługa ta może obejmować również dzieci z jednoczesnym zastrzeżeniem, że rodzice powinni na ten czas je zostawić i być gdzieś obok.

MODLITWA?

Idźmy dalej. Dawna DeSilva powiedziała, że: „Większość ludzi, których pytamy do kogo się modlą, odpowiada, że do Boga. I to jest dobre miejsce aby rozpocząć. My mamy zamiar nauczyć cię korzystać z narzędzi, które umożliwią ci poznanie całego aspektu Boga: Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego”. To wszystko brzmi jakby DeSilva odkryła nowy sposób modlitwy, którego Kościół Chrystusa nie znał do tej pory. Czy biblijny wzór jaki zostawił nam Jezus a także przykłady modlitw apostoła Pawła zawarte w Piśmie Świętym nie są dla nas czymś wystarczającym, aby prowadzić życie modlitewne? Dzieci Boże nie potrzebują opracowanych w kościele Bethel narzędzi, mających umożliwić nam poznanie "całego aspektu Boga". Biblia jest całkowicie wystarczalnym objawieniem Bożej woli. Myślenie, że potrzeba nam dodatkowej nauki i wiedzy, którą posiadają dziś tylko nieliczni, ma silne zabarwienie gnostyckie, z którym Kościół zmagał się przez wiele wieków.

DLACZEGO PODCZAS SESJI SOZO KLASZCZE SIĘ W DŁONIE?

Szukając odpowiedzi na to pytanie mniemaliśmy, że klaskanie w dłonie będzie spontanicznym wyrazem uwielbienia dla Boga jak w Psalmie 47. Niestety, nie pierwszy raz odpowiedzi na to pytanie na próżno nam szukać w Słowie Bożym. Znajdziemy ją jednak w teoriach dr Aiko Horman, która stwierdziła, że dźwięk klaśnięcia przerywa sklepienie łukowe fal mózgowych łączących ducha i umysł, a tym samym uwalnia nas od kłamstwa.

Jest to bardzo ciekawa teoria nie mająca jednak ani żadnych podstaw naukowych ani biblijnych. Z klaśnięciem w dłonie mamy do czynienia podczas stanów katalepsji wywoływanych w hipnozie lub w historii narodzenia współczesnego spirytualizmu w USA, kiedy to siostry Fox wykorzystywały klaśnięcia w dłonie podczas komunikacji z duchem. Klaśnięcie jest obecne również w wielu wschodnich medytacjach. Hołd Buddzie oddaje się poprzez klaśnięcie w dłonie, także ''buddyjska mantra OM'' zawiera w sobie element klaśnięcia. Również podczas zabiegu reiki (Kosmiczna Uniwersalna Energia Życia) terapeuta klaskając dłońmi odcina się od energii i wibracji pacjenta co powoduje rozproszenie się energii nagromadzonej w dłoniach, a przejętej od swoich klientów.

DLACZEGO TO JEST PŁATNE?

Na jednej ze stron służby Sozo możemy przeczytać, że sugerowana kwota 75$ jest okazją do wyrażenia szacunku osobom, które nam usługiwały inwestując swój czas w naszą wolność. Inna komórka tej służby twierdzi, że owa „darowizna” przekazywana jest dla członków zespołu Sozo, którzy nie są pracownikami lokalnego kościoła, w którym prowadzona jest ta służba, co jakoby ma stanowić uzasadnienie moralne otrzymanego wynagrodzenia. Pozostała część darowizny jest „wsiewana” w dalszą posługę: szkolenia, budowanie zespołu, podróże itp. Aby dodatkowo zmotywować ludzi do hojnego łożenia na posługę uzdrowienia wewnętrznego zaleca się czasem członkom kościoła, aby modlili się o uwolnienie ducha ofiarności.

Kurs podstawowy Sozo sprzedawany w USA na płytach DVD kosztuje 105$ plus 10$ instrukcja. Zaawansowany kurs Sozo kosztuje 77$ plus 10$ dodatkowa instrukcja. Kontynuacja posługi o tajemniczej nazwie Shabar również jest w sprzedaży za 45 $. Polska strona internetowa poświęcona służbie Sozo również informuje, że ta usługa jest płatna, a sugerowana wysokość ofiary to 30 zł z jednoczesnym zastrzeżeniem, że większe ofiary przyjmowane będą z dużą radością. Natomiast cena za uczestnictwo w ogólnopolskim szkoleniu wahała się od 120 do 150 zł. Koszt usługi Sozo ma według osób zajmujących się tą służbą pokrywać koszty „tłumaczeń, szkoleń, druków materiałów etc.” Łacińskie „etc” jest odpowiednikiem polskiego „itd.” co znaczy „i tak dalej”. Osobiście jestem bardzo ciekaw, co kryje się pod tym stwierdzeniem. Co jeszcze pokrywa koszt usługi Sozo oprócz rzeczy wykazanych, bo przecież na pewno nie jest to opłata za wspólną modlitwę z braćmi i siostrami czy też przeżywanie Bożej obecności w społeczności świętych, prawda?

Uzdrawiajcie chorych, oczyszczajcie trędowatych, wskrzeszajcie umarłych, wypędzajcie demony. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10,8).

DOKUMENT O ZWOLNIENIU USŁUGUJĄCYCH OD ODPOWIEDZIALNOŚCI

Na licznych stronach poświęconych Sozo przeczytamy, że służba ta nie jest prowadzona przez licencjonowanych doradców, ale przez ludzi, którzy są szkoleni jako posługujący w modlitwie. I jako tacy nie angażują się w pomoc długoterminową, aczkolwiek często można spotkać się ze stwierdzeniem, że jeśli jedna albo dwie sesje nie pomogą osobie potrzebującej, to posługujący Sozo pomogą w znalezieniu odpowiedniej osoby do poradnictwa lub terapii.

Parafrazując zasadniczą część tego obowiązkowego dokumentu możemy przytoczyć słowa: „Ja Jan Kowalski niniejszym zwalniam lokalną służbę Bethel Sozo i jej wolontariuszy od wszelkiej odpowiedzialności za jakiejkolwiek szkody lub postrzegane krzywdy, będące następstwem mojego dobrowolnego otrzymania darmowej modlitwy. Przyjmuje do wiadomości, że nie są to licencjonowani specjaliści, doradcy czy też terapeuci. Zgadzam się również aby zespół Sozo nie ponosił żadnej odpowiedzialności za wszelkie straty i uszkodzenia każdego rodzaju, które mogą powstać jako rezultat pomocy.”
Podpisanie takiego dokumentu, będącego zabezpieczeniem osób prowadzących służbę Sozo, jest dla nas jednym z fundamentalnych powodów, dla których służba ta powinna zostać poddana w wątpliwość przez chrześcijan. Jeśli służba Sozo jest kontynuacją dzieła, rozpoczętego przez Pana Jezusa, to powinna być ona całkowicie zależna od Ducha Świętego, a przede wszystkim być czasem modlitwy (społeczności) ludzi wierzących z Bogiem Ojcem. Po co więc komuś zwolnienie od odpowiedzialności?

Czy ta służba jest tak bardzo niebezpieczna, że może dokonać duchowego spustoszenia w życiu człowieka i tylko dlatego osoby w nią zaangażowane pragną odciąć się od wszelkich konsekwencji? Czy ktoś z nas wyobraża sobie pójście na spotkanie modlitewne, przed którym trzeba podpisać takie oświadczenie? Zapoznając się z wieloma świadectwami dostępnymi w internecie, wielokrotnie widzieliśmy, że służby wewnętrznego uzdrawiania mogą przynieść tragiczne konsekwencje zamiast obiecanego uzdrowienia.

BETHEL SOZO: REDEFINICJA "ZBAWIENIA"?

Mark Dinsmore w swoim materiale poświęconym omawianej przez nas służbie stwierdza, że Sozo wydaje się przedefiniować termin zbawienie nie jako dzieło dokonane przez Chrystusa, ale jako proces nieustannego wyzwalania się (za pomocą opracowanych przez nich narzędzi oczywiście). Jeśli głównym celem tej służby jest przedostanie się do źródła problemów utrudniających osobistą społeczność z Bogiem Ojcem, Synem i Duchem Świętym, to Sozo staje się mistyczną podróżą wierzącego, aż do całkowitego uwolnienia (zbawienia). Jest to bardzo subtelna zmiana w terminologii, której konsekwencją jest pytanie: czy naszą wiarę będziemy budować na Chrystusie czy na Sozo? A jeśli na Chrystusie to po co trzeba się regularnie poddawać tej posłudze?

Z biblijnego punktu widzenia, niemożliwe jest doświadczenie Bożego pokoju przez nieodrodzonych ludzi bez prawdziwej pokuty i upamiętania. Takie doświadczenie, nawet jeśli wydaje się być prawdziwe to w rzeczywistości nim nie jest a ponadto jest sprzeczne z drogą zbawienia, którą widzimy w ewangelii Chrystusa. Być może ci ludzie zostali rzeczywiście z czegoś „uzdrowieni” podczas posługi. Może grzech, z którym walczyli, odszedł w cudowny sposób. Może przeszłość, z którą się zmagali, stała się tylko odległym wspomnieniem. Jednak pamiętajmy, że jesteśmy pojednani z Bogiem tylko w wyniku oczyszczenia krwią Chrystusa. A droga na krzyż wiedzie poprzez biblijną pokutę i odwrócenie się od swojego dawnego życia.
Starając się zrozumieć naturę świata duchowego, możemy stwierdzić, że szatan może przynieść uzdrowienie, tymczasowy pokój i wiele innych rzeczy zarówno do życia ludzi niewierzących jak i chrześcijan. Jednakże wszystkie one będą wprowadzane do życia człowieka poprzez okultyzm i demoniczne metody, a w ostateczności doprowadzą do drugiej śmierci człowieka oddzielając go na całą wieczność od Boga.

GRZECH?

Podczas sesji osoba usługująca nie skupia się na grzechu osoby, której stara się pomóc i zamiast wskazywać jej na konkretny grzech, poszukuje ona zranień oraz drzwi, których otwarcie doprowadziło do grzechu. Następuje tu subtelne przeniesienie odpowiedzialności za grzech z faktycznego winowajcy na jakiś mechanizm sprawczy lub domniemaną osobę z przeszłości. Takiego nauczanie nie znajdziemy w Biblii, ani nawet parafrazie Słowa Bożego. To brzmi jak filozofia karmiczna, będąca fundamentem wszystkich religii Wschodu, ponieważ wynika z tego jasno, że taki człowiek przestaje być odpowiedzialny za swój grzech.

CZY TRZEBA BYĆ CHRZEŚCIJANINEM, ABY OTRZYMAĆ POSŁUGĘ?

Jedna ze stron służby Sozo odpowiada w sposób następujący: „Odpowiedź na to pytanie brzmi NIE! Nie ma znaczenia przez co przechodzisz ani też w co wierzysz, Bóg cię zna. Nasze serca są zwrócone w kierunku relacji a nie religii; masz spotkanie z Bogiem, a to nie ma nic wspólnego z teologią, religią czy też aktualnym systemem wierzeń." Na potwierdzenie tych słów cytowany jest fragment Słowa Bożego: „Albowiem ja wiem, jakie myśli mam o was - mówi Pan - myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją” (Jer 29,11). Inny zespół Sozo stwierdza, że podczas posługi świadczonej niewierzącym należy szanować ich decyzje, nawet jeśli nie są one zgodne z prawdą, gdyż wszyscy „jesteśmy na drodze do zrozumienia większej prawdy". Czym zatem jest ta ''większa prawda'', w świetle słów Pana Jezusa mówiącego, że tylko On jest Prawdą?

Jezus mu odpowiedział: Ja jestem drogą, prawdą i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze mnie" (J 14,6).

Zapoznając się z dalszymi zaleceniami czytamy, że mamy skupić się na okazywaniu miłości i odpowiedzi na potrzeby osób potrzebujących usługi, a nie na ich nawracaniu, które należy zostawić Bogu a On uczyni to gdy będą na to gotowi. Nasuwa się zatem pytanie, jak mamy okazać im miłość i ofiarować im Boży pokój bez ewangelii? Osoby niewierzące mogą podczas posługi mieć problemy z modlitwą do Boga dlatego też należy odnaleźć powód tych problemów i usunąć tę blokadę. Wśród rzeczy blokujących społeczność z Bogiem wymienia się dalej problem wybaczenia rodzicom, rówieśnikom, rodzeństwu itd.

Ani słowa o grzechu, o pokucie i upamiętaniu. No tak, ale to właśnie logiczna konsekwencja braku głoszenia ewangelii. Czy służba Sozo bez wykorzystania ewangelii Jezusa Chrystusa może doprowadzić do nawiązania społeczności z Bogiem? A jeśli tak, to czym różni się ona od dziesiątek innych, fałszywych religii, które oferują dokładnie to samo? Jeśli osoby poddające się posłudze wyznają inną wiarę i czczą innych bogów, specjaliści Sozo twierdzą, że należy wyraźnie odróżnić ich boga od biblijnego Boga. Proponują sformułowanie następującego pytania: „Podczas sesji będziemy mówić do biblijnego Boga, zgadzasz się na to?”. Jednakże Biblia wyraźnie wskazuje nam, że nie ma innego Boga. Ekskluzywność chrześcijaństwa wyklucza obecność innego Boga i innej drogi prowadzącej do Niego.

DR AIKO HORMANN

Dr Aiko Hormann przybyła do USA z Japonii w 1951 roku. Ukończyła matematykę na Uniwersytecie w Missouri, specjalizując się w sztucznej inteligencji oraz ludzkim mózgu. W 1968 roku stała się chrześcijanką i wraz z mężem rozpoczęła służbę. Na wielu stronach poświęconych Sozo na całym świecie, znajdziemy informacje, że służba ta korzysta z teorii pochodzących od dr Aiko Hormann. Na CharismaNews.com przeczytamy również, że Dawna DeSilva tworząc projekt o nazwie Sozo, inspirowała się i wykorzystywała narzędzia nie tylko pochodzące z Theophostic Eda Smitha, ale również z służby Aiko Hormann. Jest to bardzo ważna informacja gdyż Hormann twierdzi, że otrzymała osobiste powołanie od Boga, aby stworzyć specjalne ośrodki, które korzystając z „narzędzi Ducha” będą pomagać ludziom doświadczać uzdrowienia. Hormann nie tylko twierdzi, że istnieje ponad 30 unikalnych „narzędzi Ducha”, ale także że każde zostało jej dane, jeden po drugim, przez samego Pana. Co więcej, twierdzi ona, że to sam Pan pokazał jej jak radzić sobie z gniewem, depresją, nałogami, niskim poczuciem wartości i co najistotniejsze jak „wykreślić” bolesne wspomnienia i „zamienić” je w nadprzyrodzone i pielęgnujące. W praktyce więc wygląda to tak, że jeśli masz jakieś szczególnie bolesne wspomnienie w pamięci, to możesz poprosić Boga aby je usunął w całości i zastąpił je czymś innym.

Jeśli z uwagą śledziliście nasz materiał do tej pory, to właśnie w tym momencie powinna zapalić wam się czerwona lampka ostrzegawcza. Osoba dr Hormann jest o tyle istotna, że służba Sozo wykorzystuje jej narzędzia w swojej posłudze, będącej podobno działaniem samego Boga. Usuwanie wspomnień jest niemożliwe. Nauka prowadzi badania zmierzające w kierunku usuwania negatywnych wspomnień z naszej pamięci (m.in. poprzez terapię elektrowstrząsową) jednakże z naukowego punktu widzenia dziś jest to niemożliwe. A więc czym będzie Boskie edytowanie narzędzie wykorzystywane w Sozo, a pochodzące ze służby Aiko Hormann? Czy to rzeczywiście Bóg objawił Hormann te wszystkie rzeczy, czy może jest to inna nazwa dla szamańskich praktyk, które mają na celu modyfikowanie rzeczywistości? W gabinetach psychoterapeutycznych znane są praktyki gdzie specjaliści „wgrywają” szczęśliwie i pozytywne zakończenia do traumatycznych przeżyć swoich pacjentów. Rozważając całą tę gmatwaninę różnych poglądów i teorii (a wszystkie podobno dał Bóg, który jak wiemy jest Bogiem porządku, a czytając Słowo Boże nigdzie nie znajdziemy tak skomplikowanych teorii, które rzekomo mają nam ułatwić życie!) możemy zadać jeszcze jedno retoryczne pytanie. Skoro Hormann dostała te 30 narzędzi od Ducha Świętego, to dlaczego Dawna DeSilva zdecydowała się włączyć do Sozo tylko 3 z nich? Jeśli to rzeczywiście przekazał Bóg to czy nie powinnyśmy przyjąć całego objawienia? Na koniec jeszcze jedna uwaga. Jeśli podczas jakiejkolwiek sesji wewnętrznego uzdrawiania zdarzenie z przeszłości zostanie zmodyfikowane to efektem tego będzie kłamstwo, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Nie ważne czy dokona tego lekarz, terapeuta, czy posługujący, a nawet sama postać "Jezusa". Będzie to fałszywa projekcja rzeczywistości. To co powstanie nie będzie prawdziwe, a ojcem wszelkiego kłamstwa jest diabeł (J 8,44).

IDEALNI KANDYDACI NA USŁUGĘ SOZO

Apostoł Paweł przed swoim nawróceniem był człowiekiem niezwykle religijnym. Z pasją i żarliwością, która później charakteryzowała jego oddanie się Chrystusowi, prześladował i niszczył zbór Boży (Gal 1,13). Drogę Pańską prześladował, aż na śmierć skazując na więzienie zarówno mężczyzn jak i kobiety (Dz 22,4). W swoim szaleństwie prześladował Boże dzieci wszędzie gdzie tylko się dało, a nierzadko zmuszał ich do bluźnierstwa (Dz 26,11). Saul z Tarsu był jednym z wielu bluźnierców, gnębicieli i prześladowców Kościoła (1 Tm 1,13). Nawet po spotkaniu z Chrystusem i prawdziwej zmianie swojego życia, chrześcijanie bali się go i nie wierzyli, że ktoś taki jak on mógł stać się uczniem Chrystusa (Dz 9,26). Wielu z nich być może cały czas miało w pamięci jego postawę kiedy przyglądał się śmierci Szczepana i sam był gotów rzucić jeden z kamieni (Dz 22.20). Paweł przypominał dzisiejszych oprawców, którzy na Bliskim Wschodzie pałają chęcią mordu wobec sług Chrystusa (Dz 9,1). Kto jak kto, ale Paweł może być przykładem nie tylko przekleństw pokoleniowych, utartych schematów odziedziczonych po przodkach, człowieka nie mogącego poradzić sobie z własną, skomplikowaną przeszłością, pełną najcięższych grzechów. Wszystko w życiu tego człowieka zmieniło się w momencie gdy Chrystus dał mu się poznać. Nagle za sprawą łaski Bożej stał się on uczniem i naśladowcą Tego, którego umiłował ponad wszystko. Przestał mówić o swoim życiu i przywiązywać do niego jakąkolwiek wagę. Od tego momentu liczyła się tylko ewangelia łaski Bożej (Dz 20,24).

Apostoł Paweł ani razu nie wraca do tego co za nim, do przeżytych traum, nie dręczą go demony przeszłości, wypominające stare życie i tym samym uniemożliwiające mu efektywne wykonywanie woli Bożej. Sam Paweł stwierdza krótko: zapominam o tym co za mną i zdążam do tego co przede mną (Flp 3,13). Czy nie są to wspaniałe słowa z ust człowieka, który miał świadomość, że tylko z łaski Bożej jest tym czym jest? (1 Kor 15,10). Zapewne niewielu z nas miało taką przeszłość jak apostoł Paweł. Jednakże z pewnością są również tacy, którzy wyrządzili wiele zła często osobom najbliższym. Niejeden z nas został zraniony w przeszłości przez tych, którym ufaliśmy. Świadectwo wielu chrześcijan zawiera bardzo mroczne cienie pozostałości po naszych własnych grzechach, ale i również krzywdach zadanych nam przez ludzi. Tak wygląda życie w tym grzesznym świecie i bylibyśmy naprawdę bez żadnej nadziei gdyby nie interwencja Boga. Miłość Chrystusa, która ogarnęła nas, sprawiła, że staliśmy się w Nim nowym stworzeniem, a to co stare przeminęło i wszystko stało się nowe (1 Kor 5,17). Dla wielu te słowa stanowią najcenniejszy skarb pozwalający zrzucić obciążający nas bagaż grzechu i niczym Chrześcijanin z „Wędrówki Pielgrzyma” zawołać radośnie: „Przez boleść Swoją darował mi odpocznienie, a życie przez Swą śmierć”.

Stary Testament również daje nam wiele przykładów ogromu Bożego miłosierdzia. Dla nas szczególne znaczenia ma historia króla Manassesa. Jest to przykład człowieka, który pokazuje nam, że Boża łaska nie tylko nie zna żadnych ograniczeń, ale też że jest całkowicie wystarczająca. Manasses czynił wszystko co złe w oczach Pana, według zwyczajów wszystkich narodów, które Pan wypędził przed Izraelem. Pobudował świątynki, sporządził Aszery, wzniósł ołtarz Baalowi jak i całemu zastępowi niebieskiemu. Człowiek ten czynił rzeczy gorsze niż Amorejczycy. Ustanowił zażegnywaczy, wróżbitów a sam uprawiał wróżbiarstwo i czary. W Izraelu nie brakowało spirytystycznych medium. Za sprawą króla kwitł okultyzm a w świątyni Pana stanął posąg Aszery. Manasses tak wiele zła uczynił w oczach Pana, że nawet swoich synów oddał na spalenie, a kiedy Bóg przemawiał do niego, on na to nie zważał. Manasses zasługiwał na sprawiedliwy Boży gniew. Jednakże w 2 Krn 33, 12-13 czytamy niesamowite słowa:

A gdy znalazł się w ucisku, błagał Pana, swojego Boga, ukorzył się bardzo przed obliczem Boga swoich ojców i modlił się do niego, a On dał się uprosić i wysłuchał jego błagania, i pozwolił mu powrócić do Jeruzalemu do swego królestwa. Wtedy Manasses poznał, że Pan jest Bogiem”.

Przykład tego człowieka pokazuje, że Bóg nie ma upodobania w śmierci bezbożnego, ale chce aby on odwrócił się od swoich dróg i żył (Ez 18,22). Podobnie w dniu Pięćdziesiątnicy, Izraelici przerażeni słowami apostoła Piotra pytali co mają robić aby żyć (Dz 2,37). Słowa Piotra niosą za sobą bezkompromisowość Bożego poselstwa: jedynym ratunkiem jest Jezus Chrystus, a pierwszym krokiem jest pokuta. Każdy człowiek musi niczym Manasses i miliony innych uczniów Jezusa pokutować i zwrócić się w kierunku prawdziwego Boga.

MEDIACJA?

Prowadzenie służby Sozo jest niemożliwe bez czynnika ludzkiego. Potencjalni członkowie przechodzą szkolenie podstawowe, po ukończeniu którego przez rok czasu praktykują stosowanie narzędzi Sozo w lokalnej wspólnocie. Po zakończeniu rocznego cyklu szkoleń zespół jest gotowy do służby „na zewnątrz”.

Osoba posługująca (innym tożsamym określeniem mógłby być mediator lub przewodnik) jest jak widzimy specjalnie przygotowana, aby w odpowiedni sposób prowadzić czas modlitwy zbliżający człowieka do bardziej intymnej społeczności z Bogiem. We współczesnej terapii obecność terapeuty ma kluczowe znaczenie gdyż to właśnie on ma pomóc drugiemu człowiekowi zobaczyć problem, zdefiniować go i przede wszystkim doprowadzić do jego rozwiązania jako ostatecznego celu każdej terapii. Czy proces zbawienia, uzdrowienia, uwolnienia definiowany jako Sozo może mieć miejsce bez Ducha Świętego? A jeśli sama obecność Ducha Świętego w Kościele przez setki lat pozwalała trwać, umacniać się i rozszerzać Królestwo Boże, to dlaczego to co przez taki długi okres czasu funkcjonowało zgodnie z Bożym zamysłem, dziś wymaga przekształcenia i dodania niezbędnego, wykwalifikowanego czynnika ludzkiego?

Tradycyjne systemy religijne wprowadziły specjalne kasty, które miały pośredniczyć pomiędzy istotą Boską a resztą ludzi. Chrześcijaństwo jest wypełnieniem odwiecznego pragnienia, które było w Bożym sercu, a którego wyraz możemy zauważyć w ogrodzie Eden przed upadkiem pierwszego człowieka. Bóg chce mieć z nami osobistą społeczność. Nie potrzebujemy dziś wykwalifikowanych doradców i ich narzędzi by być w relacji z Bogiem. Wiele religii zawiera w sobie obecność duchowego przewodnika, który ma być elementem łączącym człowieka z Bogiem. W Kościele Katolickim taka osoba jest nazywana „towarzyszem duchowym”, który ma pokazywać światło prawdy w drodze do Pana Boga. Metody i praktyki Sozo wymagają instrukcji stworzonej przez człowieka. Nie wystarczy sama Biblia, ale konieczne jest zastosowanie nowatorskich narzędzi będących rzekomo nowym działaniem Ducha Świętego. Podobnie podczas posługi nie wystarczy sama obecność Ducha Świętego, ale niezbędny jest również czynnik ludzki. Na podstawie świadectwa Pisma uważamy, że chrześcijanin, jako nowo narodzone dziecko Boże, jest prowadzony przez Ducha Świętego. Co więcej całe Pismo zachęca nas abyśmy drogą nową i żywą zbliżali się ze szczerym sercem, pełni wiary do tronu łaski skąd nigdy nie zostaniemy wyrzuceni precz. W Kościele nie potrzebujemy dziś mediacji, terapii, doradztwa ani też coachingu, który ma nas przygotowywać do wejścia w „Boże powołanie” dla naszego życia. Musimy cierpliwie biec w wyznaczonym nam wyścigu patrząc na Jezusa twórcę i dokończyciela wiary (Hbr 12,2). Mając swój wzrok zwrócony nieustannie w Jego kierunku nie zgubimy właściwej drogi i nigdy nie rozminiemy się z Bożym powołaniem dla naszego życia.

CZY CHRZEŚCIJANIN MOŻE MIEĆ DEMONA?

Nie ma wątpliwości, iż demoniczne moce jawnie wpływają na różne dziedziny życia. Wzrost zainteresowania praktykami magicznymi, zwykle powiązany z okultyzmem, wróżbiarstwem, satanizmem, jest groźną zapowiedzią jeszcze gorszych rzeczy. Złe i wrogie moce, które funkcjonują w ponadnaturalnej rzeczywistości, także dzisiaj są duchową prawdą jak i realnym przeżyciem dla wielu ludzi. Jezus Chrystus mówił o rzeczywistości demonicznego świata, bo sam doświadczył jego działania. Wielokrotnie stawał wobec różnych ludzi, owładniętych złymi mocami. Naturalny konflikt między dobrem a złem, Bogiem i diabłem jest częstym tematem w słowie Bożym. Dla każdego prawdziwie wierzącego w Pana Jezusa Chrystusa, zbawienie oznacza uwolnienie z więzów szatana i dominacji zła. Przynosi zwycięstwo nad diabolicznymi mocami poprzez autorytet doskonałego Imienia Bożego. Dziś w Kościele bardzo ważną kwestią jest odpowiedź na pytanie: czy chrześcijanin może mieć w sobie demona.
W Biblii znajdziemy wiele przykładów ludzi, którzy byli pod wpływem duchów demonicznych. Ale czy ta prawda odnosi się również do nowonarodzonych chrześcijan? Jest to bardzo istotne pytanie w obliczu rozwoju tak wielu służb uzdrowieńczo-uwalniających. W naszym kraju są zbory, które specjalizują się w uwalnianiu ludzi wierzących od działalności demonicznej. Ich służba bardzo często prowadzi do duchowego zachwiania ludzi, którzy odchodząc od biblijnych prawd, szukają rozwiązania swoich problemów u różnego rodzaju uzdrowicieli. Apostoł Jan napisał:

Dzieci, wy jesteście z Boga i zwyciężyliście ich, ponieważ ten, który [jest] w was, jest większy niż [ten, który] jest na świecie” (1 J 4,4).

Biblia wyraźnie naucza, że chrześcijanie są świątynią Boga i Duch Boży mieszka w nich (1Kor 3:16). Bóg Ojciec w swoim wielkim miłosierdziu wyrwał nas z mocy ciemności i przeniósł do Królestwa swego umiłowanego Syna (Kol 1,13) a więc wszelkie zobowiązania oraz roszczenia diabelskie są nieaktualne gdyż dziś jesteśmy już obywatelami światłości, a nasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu (Kol 3,3). Nigdzie w całej Biblii nie znajdziemy żadnego przykładu prawdziwego wierzącego, w którego ciele zamieszkiwałyby demony. Kościół nigdzie nie jest ostrzegany przed możliwością zniewolenia demonicznego ludzi wierzących. Pan Jezus oraz apostołowie nigdzie nie polecali Kościołowi by uwalniał od demonów ludzi wierzących w Chrystusa. W przypadku omawianego tematu nie chodzi o to czy ludzie określający siebie, jako chrześcijan mogą być zniewoleni demonicznie, ale czy ludzie którzy naprawdę narodzili się na nowo mogą zostać opętani przez obcego ducha.

W nim i wy [położyliście nadzieję], kiedy usłyszeliście słowo prawdy, ewangelię waszego zbawienia, w nim też, gdy uwierzyliście, zostaliście zapieczętowani obiecanym Duchem Świętym; Który jest zadatkiem naszego dziedzictwa, aż nastąpi odkupienie nabytej własności, dla uwielbienia jego chwały” (Ef 1,13-14).

Tłumaczone słowo „zadatek” to greckie arrabon oznaczające gwarancję, rękojmię. Nowe Przymierze oparte jest na Bożej wierności i na lepszych obietnicach (Hbr 8,6) i to sam Bóg jest sprawcą i dokończycielem naszej wiary (Hbr 12,2). Jako dzieci Boże jesteśmy: a) nowym stworzeniem (2 Kor 5,17), b) świątynią Ducha Świętego (2 Kor 6,19) c) nic nie jest nas w stanie oddzielić od Boga (Rz 8,38-39). Ludzie, którzy propagują niebiblijne nauki związane z niewłaściwie rozumianą walką duchową zapominają o tym, że Biblia jest naszym jedynym sprawdzonym i wiarygodnym źródłem informacji o świecie duchowym. Wielu ludzi odchodzi dziś od nauki Pisma Świętego i zwraca się w kierunku emocjonalnych przeżyć, które mają zastępować prawdę biblijną empirycznym doświadczeniem.

Dzisiejsze chrześcijaństwo często poprzez słowo „nawrócenie” rozumie odmówienie jakiejś formuły modlitewnej, podniesienie ręki lub wyjście do przodu na wezwanie przemawiającego kaznodziei. Te wszystkie rzeczy pokazują nam falę powierzchownych „nawróceń”, które usłyszawszy obietnice szczęścia i powodzenia postanowiły pod wpływem emocji czy też presji grupy, zadeklarować coś, co już po niedługim czasie staje się tylko odległym wspomnieniem (zob. przypowieść o siewcy Mk 4).

Jonathan Edwards napisał takie oto słowa o prawdziwym nawróceniu, które jest tak przeciwne temu co dziś widzimy w Kościele: „Pismo Święte opisuje nawrócenie w kategoriach, które pociągają za sobą zmianę natury: nowe narodzenie, stanie się nowym stworzeniem, zmartwychwstanie, bycie odnowionym w duchu umysłu, śmierć grzechowi i życie dla sprawiedliwości, porzucenie starego człowieka i przywdzianie nowego, uczestnictwo w boskiej naturze itd. Wynika z tego, że jeśli w ludziach, którzy myślą, że są nawróceni, nie ma żadnej rzeczywistej, trwałej przemiany, to ich religia jest bezwartościowa, niezależnie od tego, jakie mogą być ich doświadczenia. Nawrócenie obejmuje całego człowieka i zawraca go od grzechu ku Bogu. Oczywiście Bóg może powstrzymać od grzechu nienawróconych ludzi, jednakże w momencie nawrócenia odwraca on serce i naturę człowieka od grzechu ku świętości. Nawrócona osoba staje się wrogiem grzechu. Tak więc co począć z człowiekiem, który mówi że doświadczył nawrócenia, lecz jego religijne emocje wkrótce mijają, pozostawiając go takim samym człowiekiem jakim był wcześniej? Wydaje się być tak samo egoistyczny, światowy, głupi, przewrotny i niechrześcijański jak zawsze. Zwraca się to przeciw niemu głośniej niż jakiekolwiek przeżycia religijne mogłyby przemawiać na jego korzyść. W Chrystusie Jezusie ani obrzezanie ani nieobrzezanie, ani przeżycie dramatyczne ani spokojne, ani świadectwo wspaniałe ani monotonne nie ma żadnego znaczenia. Czymś jedynym co się naprawdę liczy jest, nowe stworzenie”.

Nowonarodzeni chrześcijanie nie mogą być opętani przez demona (dziś słowo „opętani” ma bardzo pejoratywne znaczenie i wielu nauczycieli stara się zmiękczyć to słowo, ale w rzeczywistości mają na myśli różnego rodzaju demoniczną aktywność, do której rzekomo diabeł ma prawo w życiu wierzących ludzi na podstawie ich przeszłości, przodków, otwartych drzwi, czy też potencjalnego zejścia z Bożych dróg). Wielu kaznodziei głosząc niebiblijne doktryny „zademonizowania” chrześcijan, wnosi wiele strachu w życie dzieci Bożych.
Chrystus uwalniając nas ze wszelkich kajdan powołał nas do wolności, a nauka o „demonizacji” chrześcijan prowadzi tak naprawdę nie do uwolnienia, ale do zniewolenia. Nauczyciele propagujący te teorie nie są w stanie uzasadnić ich biblijnie więc opierają się na osobistych przeżyciach i doświadczeniach. Tym samym gloryfikują swoje doświadczenie kosztem Słowa Bożego. Światłość i ciemność nie mogą egzystować w tym samym miejscu. Ciekawym przykładem jest m.in. Ewangelia Marka, kiedy duch nieczysty zamanifestował się w obecności Syna Bożego (Mk 1, 23-25). Podobnie i dziś bardzo często obecność ludzi napełnionych Duchem Świętym powoduje manifestacje obcej duchowości, jednakże jest to tylko potwierdzeniem braku nawrócenia deklaratywnych chrześcijan, a nie demonicznego zniewolenia dzieci Bożych. Nowonarodzony chrześcijanin może być nękany poprzez demony, które są realną częścią otaczającej nas rzeczywistości duchowej. Jednakże to wszystko dzieje się zawsze za pozwoleniem Pana Boga, a skoro On w swojej mądrości i miłości do nas, zezwala na to, to możemy mieć absolutną pewność, że dzieje się tak dla naszego dobra.

Dziś ludzie w Kościele mają tendencję do przerzucania odpowiedzialności na innych ludzi oraz na świat demoniczny. Ile razy zdarzało wam się słyszeć słowa, które całą winą za porażkę czy też grzech, obwiniały działanie diabła. Prawdą jest świat duchowy może wpływać na nasze życie, a Bóg ma możliwość wykorzystywania diabła jako narzędzia do swoich celów. Jednakże obwinianie za wszystkie swoje problemy diabła jest często brakiem dojrzałości ludzi, zaniedbujących swój prawidłowy wzrost w wierze. Zamiast systematycznie dbać o swój wzrost duchowy i cierpliwie naśladować Chrystusa, ludzie szukają łatwego i szybkiego rozwiązania swoich problemów.

Bóg strzeże dusz swoich świętych (Ps 97,10) a my mamy być silni w łasce Pana a nie być paranoikami wroga! Nauka o zademonizowaniu chrześcijan odwraca naszą uwagę od Boga w kierunku szatana. Zamiast pogłębiać swoje zaufanie do Boga i wzrastać w Jego łasce (2Tm 2,1) w naszym życiu pojawia się strach i niepewność. Każdy upadek zaczyna być interpretowany jako działanie nieprzyjaciela, albo konsekwencja grzechów z przeszłości, naszych lub też innych ludzi. Szukanie pomocy w służbach uwolnienia zastępuje miejsce biblijnej pokuty i dążenia do uświęcenia.

Jako dzieci Boże jesteśmy własnością naszego Ojca, który wykupił nas z naszego marnego postępowania przekazanego przez ojców, drogą krwią Chrystusa (1P 1,18-19). Biblia mówi, że ludzie wierzący są strzeżeni mocą Bożą przez wiarę w Jezusa (1P 1,5). Gdy Duch Święty mieszka w nas, żaden demon nie może przeprowadzić inwazji i wyprzeć Go, czy też dzielić z Nim mieszkania. Jeśli w człowieku mieszka duch nieczysty jest to oczywistym brakiem prawdziwego zbawienia.

Lecz wy nie jesteście w ciele, ale w Duchu, gdyż Duch Boży mieszka w was. A jeśli ktoś nie ma Ducha Chrystusa, ten do niego nie należy" (Rz 8,9).


PRAWDZIWE NAWRÓCENIE A PROCES WYBACZENIA SOZO

Dziś w Kościele posiadamy bardzo płytkie zrozumienie nawrócenia. Podobnie służby wewnętrznego uzdrawiania bardzo często świadczą swoje usługi ludziom, którzy nigdy tak naprawdę nie spotkali się z Chrystusem. Jak już wykazaliśmy wcześniej, żadne nowo narodzone dziecko Boże nie musi brać udziału w posłudze Sozo. Ludzie, którzy szukają pomocy w podobnych służbach, deklarujący się jako chrześcijanie, nie znajdą nic poza rozczarowaniem i chwilowym przeżyciem emocjonalnym, które nie może wykonać w nas trwałego dzieła. Dziś pośpiesznie zakładamy, że każde wyznanie wiary człowieka automatycznie czyni z niego osobę zbawioną. Spurgeon pisał: „Jeśli życie człowieka nie różni się od tego, jakie wiódł wcześniej, zarówno w domu jak i poza nim, jego skrucha wymaga skruchy, a jego nawrócenie jest fikcją. Muszą ulec zmianie nie tylko działania i słowa, lecz również postawa i charakter (…) Trwanie w mocy jakiegokolwiek znanego grzechu jest oznaką tego, że jesteśmy sługami grzechu ponieważ jesteście sługami tego, komu okazujecie posłuszeństwo”. Konsekwencją prawdziwego nawrócenia jest społeczność z Bogiem.

To zbawienie łączy nas z Bogiem a nie proces wybaczenia jak twierdzi posługa Sozo. To Boże usprawiedliwienie czyni nas dziećmi Bożymi, przynosząc Boże błogosławieństwo w naszym życiu, a nie proces wybaczenia zranień z przeszłości. Płytkie zrozumienie zbawienia całkowicie deprecjonuje biblijną naukę o potrzebie uświęcenia. Biblia mówi wyraźnie, że mamy dążyć do uświęcenia a nie do uzdrowienia (Hbr 12,14, 1Tes 4,7)

NAJWSPANIALSZA OBIETNICA

W miejsce Pawła i Manassesa możemy wpisać historię każdego z nas. Buntowników, którzy od najmłodszych lat sprzeciwiają się Bożym zasadom. Nie mamy w sobie czystego i nieskalanego „wewnętrznego dziecka”, ale grzeszną naturę będącą konsekwencją upadku człowieka. Nawet jako ludzie wierzący nie zdajemy sobie często sprawy czym dla Boga jest ludzki grzech. Ilu z nas wielokrotnie przyszło zgrzeszyć z łatwością i lekkością zapominając o tym, że karą za każdy grzech jest śmierć. Za każdy grzech. Biblia stawia każdego człowieka na jednej linii z najgorszymi mordercami, pedofilami i tymi wszystkimi ludźmi, którzy budzą powszechne obrzydzenie. Wszyscy ludzie są takimi samymi grzesznikami (Rz 3,21). Zastanówmy się po co nam służba Sozo w kontekście najwspanialszej obietnicy jaką Bóg – najdoskonalsza, najczystsza, najmądrzejsza i najbardziej święta Istota we wszechświecie – złożył upadłemu człowiekowi. Bóg w swoim odwiecznym planie zaplanował zawarcie przymierza pokoju. Przymierza wiecznego, w którym zobowiązał się do okazania ludziom łaski (Ez 37,26). Jezus Chrystus stał się poręczycielem przymierza, o którym Biblia mówi, że jest doskonałe i oparte na cudownych obietnicach.

Dam moje prawa w ich umysły i wypiszę je na ich sercach. I będę im Bogiem a oni będą mi ludem” (Hbr 8,10).

Bóg który nie może kłamać, obiecał, że da nam nowe serce:

I dam wam serce nowe i ducha nowego dam do waszego wnętrza i usunę z waszego ciała serce kamienne, a dam wam serce mięsiste” (Ez 36,26).

Cud Bożej łaski sprawia, że Bóg spłacił cały nasz dług, uwolnił od wszelkich paktów diabelskich i związań, które całe życie trzymały nas w niewoli. W kontekście biblijnej nauki o łasce Bożej służba Sozo jest ludzkim wymysłem. Przemiana życia człowieka dokonana mocą ludzką jest krótkotrwała. Natomiast gdy Bóg daje człowiekowi nowe serce i ten w wyniku cudu łaski Bożej rodzi się na nowo do Królestwa Bożego – wszystko zmienia się na zawsze. Charles Spurgeon pisząc o cudownej przemianie jaką dokonuje w nas sam Bóg (bez udziału człowieka!) powiedział: „On [Bóg] może stworzyć ciebie po raz drugi; On może sprawić, że narodzisz się powtórnie. To jest cud łaski, którego dokonuje Duch Święty […] U Boga wszystko jest możliwe. On może odwrócić bieg twoich pragnień oraz kierunek twojego życia i sprawić, że zamiast odchodzić coraz dalej od Boga będziesz całą swoja istotą skłaniał się ku Bogu. Pan obiecał, że dokona tej przemiany w tych wszystkich, którzy zawrą z Nim przymierze, a z Pisma Świętego wiemy, że wszyscy wierzący są objęci tym przymierzem”.

Usprawiedliwienie bez uświęcenia byłoby usunięciem konsekwencji grzechu przy jednoczesnym pozostawieniu jego przyczyny, co w rezultacie stawiałoby na naszych barkach niekończące się i niemożliwe do wykonania zadanie. Nowe stworzenie nigdy nie potrzebowało służby wewnętrznego uzdrawiania i nigdy nie będzie go potrzebować.

PODSUMOWANIE SOZO

Chrześcijanin, człowiek zrodzony na nowo (Jk 1,18), jest całkowicie nowym stworzeniem (2 Kor 5,17), którego obecne życie jest odzwierciedleniem jego nowej, duchowej natury. Będąc dziećmi Bożymi otrzymaliśmy Ducha usynowienia (Rz 8,15) i to według Niego a nie według ciała postępujemy (Rz 8,1). Nowa natura chrześcijanina powoduje, że trwa on w społeczności z Bogiem, który jest światłością i w którym nie ma żadnej ciemności (1 J 1,5). Nawet jeśli dziecko Boże upadnie to ma w Niebie orędownika, który jest przebłaganiem za jego przeszłe, teraźniejsze i przyszłe grzechy. Ofiara Chrystusa uczyniła nas doskonałymi raz na zawsze (Hbr 10,14). Aby doprowadzić człowieka wierzącego do wszystkich przedstawionych i deklarowanych efektów posługi Sozo w rzeczywistości wystarczą biblijne zasady, a nie szereg narzędzi bardziej przypominających świecką terapię czy coaching aniżeli działanie Ducha Świętego. Życie chrześcijanina jest bardzo proste: jako odrodzony człowiek żyjący w nieustannej wdzięczności ku Bogu, został stworzony do pełnienia dobrych uczynków, które Bóg wcześniej przygotował aby były treścią jego nowego życia. Żyje od teraz dla chwały Bożej, aby rozgłaszać cudowne cnoty Tego, który powołał go z ciemności do światłości. Zapomina o tym co za nim i cały czas patrzy w kierunku Chrystusa. W momencie gdy upada (a upadamy wszyscy i to w najróżniejszych obszarach życia) nie załamuje się bo jest człowiekiem żyjącym nadzieją, która nie zawodzi. Tą nadzieją jest Chrystus, który jest w nas (1Tm 1,1). Chrześcijanie naprawdę powinni trwać w winorośli, aby mieć pokój i przynosić owoce ku chwale Bożej (J 15,4). Pokuta i codzienność w cieniu krzyża jest wystarczającym środkiem pozwalającym nam na oczyszczenie naszego życia z każdego grzechu. Ewangeliczny fundamentalizm wynika z prostego stwierdzenia: życie za życie. Chrystus oddał za nas swoje życie, a my mając świadomość jak wielką miłością obdarzył nas Bóg, oddajemy Jemu swoje życie. Umieramy na krzyżu, utożsamiamy się z Chrystusem w Jego śmierci i rodzimy się do nowego życia (Rz 6,6; Gal 2,20).

Przyglądając się służbie Sozo zastanawiamy się nad jednym: w jaki sposób wierzący ludzie przez tyle lat potrafili w ogóle funkcjonować bez tej służby? Skoro jest ona potężnym Bożym działaniem to dlaczego zawiera w sobie tak wiele zwodniczej ludzkiej mądrości?

Biblia wyraźnie wskazuje, że wszyscy wierzący w Jezusa Chrystusa są braćmi i siostrami. Stanowią Bożą rodzinę i jako Boże dzieci są powołani do służby jedni drugim. W Biblii nie znajdziemy daru doradztwa, ale Bóg dał nam wiele innych darów Ducha, które mają być wykorzystywane dla wspólnego pożytku (1 Kor 12,7). Mamy nosić brzemiona jedni drugich (Gal 6,2). Poprzez odnowienie się w duchu naszego umysłu (Ef 4,23) mamy przyjąć myślenie, które charakteryzowało Chrystusa i nie dbać tylko o to co nasze, ale i o to co innych (Fil 2,4). Życie w tym grzesznym świecie stwarza nam wystarczająco dużo okazji (próby, cierpienia, doświadczenia, walka z grzechem, upadki itd.) abyśmy mogli być błogosławieństwem dla siebie nawzajem i służyć sobie w miłości Chrystusowej. To jest istota nowego przykazania, które zostawił nam Jezus:

Daję wam nowe przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali; tak jak ja was umiłowałem, abyście i wy wzajemnie się miłowali” (J 13,34).

Tragedią naszych czasów jest to, że Kościół porzucił Boże normy świętości. Zapomnieliśmy całkowicie o bojaźni Bożej. Kto dziś woła jak Dawid:

Spraw, by serce moje jednego tylko pragnęło, bojaźni imienia twego!" (Ps 86,11).

Dziś chcemy profesjonalnej muzyki, dobrej zabawy, ciekawych eventów, inspirujących ludzi, którzy odnieśli sukces w życiu. Chcemy zdrowia i kariery. Przyjmujemy holistyczny punkt widzenia New Age zamiast biblijnej prawdy. Nie przychodzimy do Boga w pokucie, ale zwracamy się do służb uzdrawiania aby leczyć swoje zranienia z przeszłości. Skupiamy się na grzechach innych ludzi zamiast w pokorze przyznać się do swojego grzechu. Szukamy korzeni grzechów pokoleniowych zamiast przejrzeć się w doskonałym lustrze Słowa Bożego. Więcej skupiamy się na demonach aniżeli na Chrystusie!

Sinclair Ferguson pisał: „Dlaczego tak się dzieje, że bojaźń Boża nie jest już dłużej uważana za istotę i centrum prawdziwego chrześcijańskiego życia? Uczyniliśmy Boga małym a człowieka wielkim (…) Dawno temu Marcin Luter wskazał na ten problem, zwracając się do wielkiego humanisty tamtych czasów, Erazma z Roterdamu, słowami: „Twój Bóg jest zbyt podobny do człowieka”. Czy te słowa nie są i dziś aktualne? Czy nasz Bóg naprawdę wykorzystuje najnowsze odkrycia psychologii lub też okultystyczne metody pochodzące z inspiracji demonicznej? Czy nasz Bóg może być wizualizowany? Czy naprawdę musimy płacić pieniądze, aby uzyskać zbawienie, uwolnienie, uzdrowienie (czyt. Sozo)? A co w sytuacji w której osoby świadczące tę posługę są daleko ode mnie a ja nie mam możliwości dojazdu? Co jeśli jestem bez żadnych środków materialnych i nie stać mnie na ich pomoc? Co jeśli nie mają wolnych terminów, a moje uzdrowienie nie może czekać trzech miesięcy? Co wtedy? Boży cel zawarcia Nowego Przymierza jest bardzo prosty: Uratować zagubiona ludzkość od mocy diabelskiej. Bóg przygotował plan odkupienia przed założeniem świata, aby w pełni wyrażał Jego Ojcowskie serce. On sam zapewnia nam wszystko czego potrzebujemy. Musimy tylko przez wiarę uchwycić się tych obietnic. Jako dziecko Boże masz pokój z Bogiem, jesteś przez Niego akceptowany, a sam Bóg który przez Ducha Świętego mieszka w tobie, chce ci pomagać w życiu troszcząc się o wszystkie sprawy. Dla Niego nie ma rzeczy mniej lub bardziej błahych w twoim życiu. Jesteś z Nim pojednany i usprawiedliwiony, a mając sprawiedliwość Chrystusa nie ma już dla ciebie żadnego potępienia. Bóg przebaczył wszystkie twoje grzechy i teraz jesteś dla Niego miłą wonnością Chrystusa. Aż trudno sobie wyobrazić to, że Bóg patrzy na nas tak jak ojciec na syna marnotrawnego powracającego w pokucie do domu. Ojciec okazał mu tak wielką miłość jak gdyby jego syn nigdy nie opuścił domu. Tak Bóg nas widzi, jako nieskalanych i czystych, jeśli tylko jesteśmy w Chrystusie.

Patrząc na historię Sozo widzimy wyraźnie, że nie jest to żadne nowatorskie działanie, ale totalny mix wszystkiego co do tej pory zostało wymyślone w posłudze wewnętrznego uzdrawiania i świeckiej psychologii. Taki duchowy szwedzki stół skupiający w sobie doświadczenia wielu ludzi i służb a gdzie Słowo Boże jest tylko dodatkiem mającym rzekomo nadawać chrześcijański smak. Jeśli sesje Sozo nie będą działać w twoim życiu to zaleca się kontynuowanie pracy w posłudze Shabar. Ciekawe, bo Biblia mówi:

Jeśli więc Syn was wyzwoli, będziecie prawdziwie wolni” (J 8,36).

Sozo jest zgodne z całą teologią Billa Johnsona, który głosi, że chrześcijanie nie mogą chorować, ponieważ Jezus nabył dla nas całkowite zdrowie na krzyżu Golgoty, oferując je wierzącym już w tym życiu. Ewangelia sukcesu (nie tylko pieniądze, ale i zdrowie) nie jest oparta na Słowie Bożym, ale na dowolnej interpretacji i kształtowaniu własnej teologii poprzez doświadczenia, osobiste przeżycia a także namiętności. Nie ma ona nic wspólnego z prawdziwą Ewangelią Jezusa Chrystusa i prowadzi do błędnego nauczania, jakoby chrześcijanie już tutaj na ziemi mieli cieszyć się pełnią błogosławieństw niebiańskich. Dodatkowym problemem jest cała teologia ruchów wierzących w czas dominacji kościoła nad światem, jednocześnie wykluczających kościół prześladowany z powodu świadectwa Chrystusa.

ŚWIADECTWO CARYL MATRISCIANA

Dla tych z nas, którzy nie znają historii jej życia, możemy powiedzieć, że była ona kobietą, która spróbowała wszystkiego ze szwedzkiego stołu demonicznej duchowości. A całe jej życie zmieniło się w jednej chwili, kiedy Bóg w osobie Jezusa Chrystusa objawił jej siebie samego: „Bóg dał mi cenny dar ciągłego wewnętrznego uzdrawiania siebie. Dawniej pogoń za zdrowiem i samodoskonaleniem przywodziły mnie ku niekończącym się terapiom, psychotechnikom, rozważaniom medytacyjnym, hipnozie, jodze i tym podobnym pozarozumowym technikom. Od dzieciństwa żywiłam niechęć wobec rodziców i innych dorosłych. Czułam się zaniedbywana przez to, że rodzice posyłali mnie od małego do szkół z internatem.  Brak poczucia oparcia w domu niewątpliwie wpływał na moje trudności w kontaktach z innymi osobami, obcymi czy nawet bliskimi. Doznałam również innych głębokich okaleczeń, zbyt licznych, by je wszystkie przywołać na pamięć. Czułam, że również to przyczyniało się do mego braku poczucia bezpieczeństwa. Jezus, Wielki Lekarz, przybywa z darem uzdrowienia w swych dłoniach.  Rady Jezusa, Wielkiego Obrońcy, przewyższają wszystkie metody psychologii ludzkiej. Kiedy przyzwoliłam aby wszedł w moje życie, zaczął mnie uzdrawiać z ran wewnętrznych i niepokojów. Nie było żadnych godzin przeznaczonych na wzmocnienie psychiczne, bym była bardziej pozytywnie nastawiona do życia. Żadnych bolesnych wglądów w podświadomość, żadnego „ponownego narodzenia” przywodzącego z powrotem do łona czy ku wcześniejszemu życiu, nie było też żadnego zwrotu ku wcześniejszym stronom, czy odtwarzania dawniejszych wyobrażeń. Jezus uzdrowił mnie swoją mocą wybaczania i pomógł mi przebaczyć innym. Jezus uzdrowił mnie ucząc miłości do tych, którzy mnie zranili. Te dwa dary – przebaczenie i miłość – były zupełnie nowymi dla mnie. Moje pojednanie z potężnym, zmartwychwstałym Chrystusem napełniło mnie biblijnym pokojem, który przekraczał rozumienie. A wszystko to promieniowało z cudownego doświadczenia – Jezus mnie umiłował!”.

Integralną częścią prawdziwego życia chrześcijanina jest cierpienie. Nawet najbardziej powierzchowna lektura Nowego Testamentu pokazuje nam, że życie chrześcijańskie to próby, walki, konflikty i ucisk. Bóg nikogo nie oszukuje ukazując mu lukrowaną wersję życia chrześcijańskiego jak to często robi dziś wielu popularnych ewangelistów i kaznodziei. Słowo Boże mówi wyraźnie, że musimy przejść przez wiele ucisków aby wejść do Królestwa Bożego (Dz 14,22). Te uciski nie tylko są częścią życia w tym skażonym grzechem świecie, ale w życiu chrześcijanina są dodatkowo Bożym sposobem aby doprowadzić nas do świętości. Apostoł Jan na wyspie Patmos roztacza przed nami krajobraz życia chrześcijańskiego, który nie jest wolny od ucisku (zob. J 16,33; Dz 14,22; 1P 4,1-2; Hbr 5,7-10, Obj 2,9.22; 7,14). Biblii obca jest nauka mówiąca o pełnym szczęścia, sukcesu, zdrowiu itp. życiu w tym świecie. Nasze społeczności muszą być miejscami gdzie miłość Chrystusa będzie odczuwalna dla każdego, kto szczerze chce podążać wąską drogą. Pamiętajmy przy tym o słowa Dave Hunta: „Mnożenie niebiblijnych, nielogicznych i niczym nie popartych teorii zdaje się nie mieć końca. Powinno być jasne, że żadna z popularnych egotycznych psychologii nie wyzwoli nas od naszego „Ja” – a ono jest prawdziwym adwersarzem. Tymczasem „Ja” zostaje wzmacniane większym poczuciem godności, pewności siebie, własnej wartości etc., tak by umiało panować nad swoim królestwem. Jednak Biblia mówi, że naszego „Ja” należy się przede wszystkim zaprzeć, uznając śmierć Chrystusa za własną. Wystarczało to apostołom i pierwszemu Kościołowi. Teraz usiłuje się nas przekonać, że nie jest to już skuteczne”. Ciekawym jest również spostrzeżenie Paula C. Vitz’a, który powiedział, że: „Pod wieloma względami cała współczesna psychologia, niezależnie od swych teoretycznych korzeni, z powodu akcentowania wagi specjalnej, poniekąd ezoterycznej wiedzy może być interpretowana jako część rozległej herezji gnostycznej”.

Wielu psychoanalityków wierzy, że świat duchowy naprawdę istnieje w podświadomości. Wiedza uznawana przez gnostyków jako klucz do sensu życia, jest dla nich jednocześnie drogą zbawienia. Skupiając naszą uwagę na ludzkim wnętrzu, jesteśmy odciągani od biblijnej prawdy w kierunku freudowsko – jungowskiej obsesji starającej się zrozumieć człowieka przy jednoczesnym odrzuceniu Boga.


"I leczą rany swojego ludu powierzchownie, mówiąc: Pokój, pokój! - choć nie ma pokoju" (Jr 6,14).
"To wam powiedziałem, abyście mieli pokój we mnie. Na świecie będziecie mieć ucisk, ale ufajcie, ja zwyciężyłem świat" (J 16:33).

"Jezus mu odpowiedział: Nikt, kto przykłada swoją rękę do pługa i ogląda się wstecz, nie nadaje się do królestwa Bożego" (Łk 9:62).