5sola.pl

Soli Deo Gloria

niedziela, 29 maja 2016


Jako prawdziwy syn Adama osoba, która urodziła się z naturalną skłonnością do grzechu nie brak mi okazji, by rozmyślać nad grzechem i nad pragnieniem jego popełnienia w jego przeróżnych odmianach. Jako mąż i ojciec, pastor oraz członek kościoła nie brak mi okazji, żeby rozmawiać z innymi ludźmi o ich grzechu oraz ich pokusach. I za każdym razem odkrywam to, że powracam wtedy do najprostszych prawd, słów które mogą, a nawet muszą być powiedziane pokusom. 

Pierwszą rzeczą jaką należy powiedzieć grzechowi, który cię kusi jest to: To nie jestem prawdziwy ja! Ta konkretna pokusa, ten konkretny grzech – nie pasują do twojej najgłębszej tożsamości.
Ci, którzy swoją wiarę złożyli w Jezusie Chrystusie są w Chrystusie Jezusie – „Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy zostaną ożywieni” (1 Kor. 15:22). Jest między tobą a Chrystusem związek, który daje ci całkowicie nową tożsamość. „Nie należycie też do siebie samych; drogoście bowiem kupieni” (1 Kor. 6:19-20). Jeśli Chrystus jest krzewem winnym, to wy jesteście latoroślami, gałązkami które zostały przyłączone do krzewu i uczynione nierozerwalnymi wraz z nim (Jana 15:5). 

Nie jesteś już dłużej tym, kim byłeś. Jesteś nowym stworzeniem stworzonym na nowo na obraz Chrystusa. Jesteś usprawiedliwiony, zaadoptowany do Bożej rodziny, jesteś święty. W swoim zbawieniu zostałeś przemieniony tak, że teraz twoja najgłębsza tożsamość, twoja wieczna tożsamość, to nie tożsamość szatana, ale tożsamość Chrystusa, nie grzesznika, ale świętego. Bądź zatem tym, kim jesteś!

Drugą rzeczą, jaką należy powiedzieć pokusie jest to: Nie masz żadnej mocy nade mną! Był taki czas, kiedy grzech i pokusa miały nad tobą całkowitą przewagę. Byłeś wtedy pod władzą szatana, niewolnikiem grzechu i niesprawiedliwości (Rzym. 6:20). Ale już dłużej nie jesteś. Przez wiarę w Chrystusa zostałeś uwolniony spod panowania grzechu. 

Wiedząc to, że nasz stary człowiek został wespół z nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało zostało unicestwione, byśmy już nadal nie służyli grzechowi; kto bowiem umarł, uwolniony jest od grzechu” (Rzym. 6:6-7). I nie tylko to – został nam ponadto dany Duch Święty (1 Tes. 4:8), który daje nam siłę, by nie grzeszyć, by zamiast tego z radością wybierać to, co sprawiedliwe. Jedyną moc jaką grzech ma nad tobą jest moc, którą ty mu dajesz, gdy odmawiasz skorzystania z siły Ducha Świętego, która jest w stanie skruszyć każdy grzech. Zatem nigdy nie zapominaj żeby powiedzieć grzechowi, że nie ma nad tobą żadnej władzy. 

Wreszcie, trzecią rzeczą jaką należy powiedzieć pokusie jest to: Obiecujesz wiele, ale niewiele z tego dajesz! Grzech zawsze obiecuje wiele i zawsze niewiele z tego daje. Pomyśl choćby co grzech obiecał Adamowi i Ewie (Ks. Rodzaju 3:4-5) i co z tego faktycznie otrzymali (Ks. Rodzaju 3:7 – Obj. 22:21). Pomyśl co grzech obiecał Abrahamowi, Samsonowi, Dawidowi, Judaszowi, Piotrowi, Annaniaszowi i Safirze i porównaj to z tym, co ich to kosztowało. Nawet więcej, pomyśl o Jezusie o co Jego kosztował grzech (mimo, że był to grzech przyznany Mu, a nie przez Niego popełniony)!

Nawet czytając Biblię z jednym okiem zamkniętym, nie jesteś w stanie przeoczyć tej ogromnej przepaści między tym, co grzech oferuje, a tym co faktycznie nam daje. A jeśli spojrzysz na swoje życie z odrobiną szczerości dostrzeżesz zapewne tą samą ogromną przepaść. Grzech obiecuje radość, a przynosi ból, obiecuje szczęście, a przynosi wstyd, obiecuje życie, a przynosi śmierć, obiecuje wolność, a przynosi poczucie winy, obiecuje niebo, a przynosi piekło. Grzech zawsze, ale to zawsze jest kłamstwem. 

Pokusa grzechu jest nieunikniona, jako, że jesteś grzeszną osobą żyjącą w grzesznym świecie. Ale gdy już chodzi o jego popełnianie to jeśli jesteś przez Jezusa Chrystusa uczyniony świętym, nie jest ono w żaden sposób nieuniknione. Naucz się mówić prawdę, Jego prawdę, każdej pokusie.



Tim Challies
Tłumaczył: Miszael 
Źródło: http://www.challies.com/articles/3-truths-to-speak-to-your-temptation



czwartek, 26 maja 2016

Chris Rosebrough napisał: „Czysta biblijna doktryna nie stwarza „martwej ortodoksji”, ale żywe chrześcijaństwo”. Właśnie to miał na myśli Paweł gdy zbliżając się do końca swojego życia napisał List do Tymoteusza. Wskazał swojemu umiłowanemu synowi w wierze na rzeczy, które mają największą wartość w życiu chrześcijanina. 

Dla Pawła doktryna miała podstawowe znaczenie w odniesieniu do właściwego funkcjonowania Kościoła. Nigdy nie miała być zbiorem abstrakcyjnych idei wyrażonych w martwych deklaracjach. Zdrowa nauka jest cennym dziedzictwem, które otrzymaliśmy w spadku od tych, którzy przed nami służyli Chrystusowi. To dziedzictwo powinniśmy nie tylko cenić ale także chronić i w nienaruszonym stanie przekazać kolejnej generacji Kościoła.

W Liście do Tytusa Paweł skierował następujące słowa: „Ty zaś mów to, co jest zgodne ze zdrową nauką” (Tt 2:1). Zdrowa nauka pozwala nam zbudować spójny system wiary opierający się na biblijnej prawdzie. Chrześcijanie muszą mieć określony, biblijny światopogląd. Tylko dzięki doktrynie będziemy mogli odróżnić prawdę od kłamstwa i błędu. Tylko zdrowa nauka pozwoli zachować nam czystość wykładni Słowa Bożego.

Co więcej, zdrowe nauczanie doktrynalne jest naszym orężem w walce o wiarę raz przekazaną świętym. Zdrowa nauka zawsze będzie stanowiła samo serce wiary chrześcijańskiej. To dzięki niej będziemy w stanie nie tylko poznawać naszego Boga, budować Kościół, rozwijać święte życie, ale także unikniemy kompromisów, które wielokrotnie będą starały się ingerować w naszą wędrówkę po wąskiej ścieżce.

Według jeden z definicji nauka (doktryna) jest dana od Boga, mówi o Bogu i kieruje nas ku Bożej chwale. Definicja ta zawiera pomocne wskazówki ukazujące nam podstawowe cechy zdrowej doktryny: jej źródło, obiekt oraz ostateczny cel. Bóg przekazał nam swoją doktrynę i to Pismo jest ostatecznym źródłem i normą wszelkiej zdrowej nauki. Doktryna pochodzi z Biblii i z tego powodu nie jest ona dziełem ludzkiej myśli, ale Bożą inicjatywą łaskawie podarowaną człowiekowi. To dlatego zdrowa nauka zawsze będzie prowadziła nas do Pisma i do uwielbienia Bożej chwały: w duchu i w prawdzie.
To doktryny nadały kształt ortodoksyjnemu chrześcijaństwu. To one pozwalały na rozpoznanie fałszywej nauki oraz obronę Bożej prawdy. 

Cytowany wcześniej Rosebrough  stwierdził również, że fałszywe doktryny i wypaczanie Słowa Bożego nie mogły stworzyć żywego chrześcijaństwa. Zamiast tego zatruwały oraz zabijały prawdziwą wiarę. Jest to wystarczające ostrzeżenie przed postawą ignorancji oraz wrogości wobec zdrowej nauki, tak powszechnie panującej we współczesnym kościele.

Zdrowa doktryna promuje chwałę Bożą. Jaśnieje cudownym promieniem Ewangelii Bożej kierując naszą wiarę ku Chrystusowi i chwale Boga Ojca. Jest ona Bożym darem dla Kościoła.




czwartek, 19 maja 2016


"Tak i wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, będą prześladowani." (2 Tm 3:12).

Myślę, że nie posunę się za daleko mówiąc, iż Jezus obiecał nam prześladowanie.

W Ewangelii Jana 15:20 czytamy: ”Przypomnijcie sobie słowo, które wam powiedziałem: Sługa nie jest większy od swego pana. Jeśli mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeśli moje słowa zachowywali, to i wasze będą zachowywać”.

Na przekór przesłaniom z nowoczesnych kazalnic, Ewangelia nie obiecuje nam zdrowia, sukcesu i pomyślności ale prześladowanie.

"Umacniając dusze uczniów i zachęcając do trwania w wierze, [mówili], że przez wiele ucisków musimy wejść do królestwa Bożego."(Dz 14:22)

Nie jest to modne poselstwo, dlatego też najchętniej dokonalibyśmy rekonstrukcji przesłania Ewangelii do naszych własnych celów oraz potrzeb. Tym sposobem stworzymy Ewangelię, która zapewni człowiekowi wszystko poza zbawieniem.

Zasada jest bardzo prosta: jeśli doskonały i bezgrzeszny Syn Boży, będący uosobieniem najprawdziwszej miłości cierpiał prześladowania, tak też Jego niedoskonali i grzeszni naśladowcy muszą spodziewać się tego samego. Jako chrześcijanie jesteśmy ludźmi którzy żyją w świecie, ale nie są ze świata. Codziennie w różnych obszarach życia społecznego funkcjonujemy wokół ludzi niewierzących.

Gdy nasze życie będzie odzwierciedleniem prawdy Ewangelii, bardzo szybko znajdzie się na kursie kolizyjnym z systemem tego świata. Prześladowanie samo nas odnajdzie.

Tim Challies wskazuje, że istnieją jednak sposoby, aby uchronić się przed cierpieniem.

Pierwszy: żyj poza światem w jak największej izolacji. Gwarantuję ci czytelniku, że unikniesz cierpienia i prześladowania. Nie wchodząc w interakcję z innymi ludźmi w sposób naturalny pozbawisz ich możliwości oddziaływania na twoje życie. Wiele społeczności w naszym kraju zachowuje się w sposób sekciarski, zamykając się na potrzeby otaczającego ich świata. Mnóstwo ludzi błędnie rozumie oddzielenie się, poprzez izolację mającą więcej wspólnego z katolickim monastycyzmem aniżeli z prawdziwą postawą uczniów Chrystusa.

Drugi sposób jest jeszcze bardziej oczywisty. Żyj jak świat. Jeśli będziesz żył i myślał jak otaczający cię ludzie również unikniesz prześladowania. Nie będzie w tobie nic wyróżniającego się, a świat nie będzie traktował cię jako zagrożenia. Niestety, również i tej postawy nie da się pogodzić z prawdą Ewangelii.

Pierwsza grupa ucieka przed prześladowaniem poprzez wycofanie się ze świata, druga natomiast stara się z nim integrować. 
Bóg jednak nie wzywa nas do żadnej z wymienionych skrajności. Zamiast tego mamy być solą i światłem żyjąc w centrum tego świata życiem całkowicie odmiennym od niego. „Mamy nauczyć się iść przez świat, jak przez obcy kraj, lekko traktując wszystkie ziemskie sprawy, nie przywiązując do nich naszych serc”.

Prześladowanie jest realną częścią życia tych, którzy są wierni.
Niekoniecznie potrzebujemy do tego hordy nienawistnych islamistów.
Żyj jak Chrystus każdego dnia a szybko przekonasz się, że prawdziwe światło Ewangelii jest znienawidzone przez ten świat i ludzi, którzy bardziej umiłowali ciemność. 

Twoje życie, jak to mówił John Piper, ma mieć smak, ma być ryzykowane i radykalne. Inne. Pamiętając przy tym, że: „Uderzającym przejawem Bożej ochrony i zaspokajania naszych potrzeb jest to, że Bóg nie oszczędza nam niebezpieczeństw i prób, ale przeprowadza nas przez nie. Nie jest nam obiecane, że prześladowania i cierpienia nie nadejdą. Jest nam obiecane, że nas one nie przemogą”.

środa, 4 maja 2016

„W obecnym wieku, szczycącym się oświeceniem, Kościół Chrystusa stoi wobec świata pogrążonego w średniowiecznej ciemności i prawie całkowicie oddanego bałwochwalstwu. Złość człowieka osiągnęła już nieomal swoje granice. Szatan objawia na różne sposoby, że opanował świat. Ma on wpływ na serca ludzi i niszczy ich zmysły. Ludzie są masowo zwiedzeni ułudami przewrotnego pokolenia i żyją w ciemności błędu. Panujący w naszych czasach duch jest duchem niewierności i odstępstwa – duchem domniemanego oświecenia – rzekomego poznania prawdy, w rzeczywistości jednak duchem ślepej arogancji. Panuje duch opozycji wobec jasnego Słowa Bożego i świadectwa Jego Ducha, duch bałwochwalczego wywyższania czysto ludzkiego rozsądku, ponad mądrość objawioną przez Boga. Tego niszczycielskiego ducha niewiary można spotkać w każdym kraju, przenika on wszystkie warstwy społeczne. Wpajany jest na wielu uniwersytetach, wyższych uczelniach i w szkołach średnich, przenika nawet na zajęcia w szkołach podstawowych i przedszkolach. Tysiące tych, którzy zowią się chrześcijaninami, słuchają duchów kłamstwa. Szukającemu prawdy wszędzie sprzeciwia się duch ciemności, w szacie religii. Bóg pragnie, by ci którzy do Niego należą mieli z Nim właściwą relację. Winni oni każdej walczącej na świecie duszy objawić co to znaczy praktykować miłość i być pokornym przed swoim Bogiem”. Skoro widzimy, że zbliża się już koniec naszych czasów, ważne jest zwłaszcza to, jakie miejsce w naszym życiu zajmuje Pismo Święte. Słowo Boże powinno być wytyczną naszej wiary i postępowania, bowiem zwodzenia szatana są coraz bardziej podstępne i trudno je rozpoznać. Żyjemy w czasach, w których złe moce atakuję dzieci Boże z wielką gwałtownością”. Manfred Heide


"Pobożna osoba musi być bardziej zaniepokojona, bardziej obciążona z powodu hańby Kościoła, niż jakiegokolwiek innego zła na świecie." David Wilkerson


Apologetyka jest dziś chyba najbardziej niezrozumiałym obszarem posługi w Kościele. Nie tylko niezrozumiałym, ale również najczęściej atakowanym jako ten, który stwarza podziały w Ciele Chrystusa. Jest to bardzo poważne oskarżenie i warto przyjrzeć się temu z bliska. Większość chrześcijan nie chce słuchać biblijnej krytyki służb swoich ulubieńców. Żyjemy w czasie gdy protestanci zgadzają się z papieżem Franciszkiem negującym rolę teologii na rzecz „braterstwa i miłości ludzi wierzących”, aniżeli z apostołem Janem wzywającym do badania duchów.

Na całym świecie możemy zobaczyć szybki wzrost najróżniejszych nauk oraz fałszywych ruchów. Służby zajmujące się analizą tych nowych zjawisk w kościele są również najczęściej atakowane. Większość chrześcijan nie chce przyjąć do świadomości faktu, że sam Pan Jezus zapowiedział wielkie, globalne zwiedzenie w czasach ostatecznych. Wbrew powszechnemu myśleniu, kwestia zwiedzenia w kościele nie jest wymysłem nadgorliwych łowców, pozbawionych miłości, których życie przepełnione jest pustą i martwą teologią. Na naszych oczach wypełnia się proroctwo Chrystusa, a czas końca wszystkiego zbliża się nieuchronnie.
Kościół nie powinien obawiać się zewnętrznego zagrożenia ze strony Świadków Jehowy, Mormonów czy też innych kultów i sekt. Ich fałszywe nauczanie jest dla większości z nas oczywiste i nie stanowi realnego zagrożenia dla naszej wiary. Problem jednak pojawia się w momencie, gdy fałszywe nauczanie znajdzie się wewnątrz kościoła. To właśnie z tego powodu ludzie pragnący żyć w prawdzie muszą nieustannie poddawać biblijnej krytyce wszystkie nowości wprowadzane do społeczności ewangelicznych.

Na wstępie wspomnieliśmy o ataku na „łowców zwiedzeń”, czyli ludzi poddających biblijnej krytyce nowe trendy i zjawiska w kościołach. Najczęściej ten atak ma spersonalizowany charakter uderzający w życie danego człowieka, a nie merytoryczną dyskusję opartą o naukę Słowa Bożego. Jest to bardzo przewrotna sytuacja gdyż zamiast skupiać uwagę na najdziwniejszych naukach będących rzekomo Bożego pochodzenia, cała uwaga zostaje zwrócona jest w kierunku „krytykantów”. Ale czy takie działanie również nie jest częścią świadomego planu?


Co to jest herezja?

Herezja może być zdefiniowana jako odejście od ortodoksyjnego chrześcijaństwa, którego nauka i praktyka wykracza poza naukę apostołów. Przyjmujemy, że wiara została raz na zawsze przekazana świętym (Jud 1:3) dlatego też odrzucamy każde nowe objawienie. Herezja bardzo często zaprzecza podstawowym doktrynom biblijnym. W tym aspekcie odnosi się do grup, które odrzucają fundamenty wiary chrześcijańskiej.

Podobno prawda obroni się sama. To stwierdzenie jednak jest nie tylko niebiblijne, ale również katastrofalne w swoich skutkach. Zobaczcie na wszystkie fałszywe ruchy religijne, które miały miejsce w samym sercu kościoła chrześcijańskiego (1 J 2:19). Ci ludzie wyszli z kościoła a nie ze świata. Judasz był jednym z apostołów. Główny atak nie przyszedł z zewnątrz, ale ze środka. Mury kościoła powinny nas ochraniać przed zgubną herezją, a strażnicy muszą czuwać, a nie poddawać się duchowemu letargu. To ich odpowiedzialnością jest ochrona kościoła przed kłamstwem. Dziś zamiast poczucia szacunku wobec ludzi, którzy umiłowali prawdę, możemy się spotkać z ich potępieniem, wyszydzeniem, wyśmianiem oraz zamknięciem w pejoratywnym pudełku obklejonym etykietą: „łowcy zwiedzeń”.

Zdaniem Mike’a Oppenheimera jest wiele rzeczy, które nie powinny być nazywane herezją. Pomimo, że są fałszywe i szkodliwe dla życia duchowego wierzącego, to jednak jego zdaniem nie będą one miały wpływu na ich wieczność. Herezje są zwodnicze i destrukcyjne w różnych stopniach. Jednakże z pewnością istnieją nauki, które mogą doprowadzić do duchowej śmierci człowieka wierzącego. Wiele niewinnie zaczynających się ustępstw w stosunku do kłamstwa może również okazać się równią pochyłą, w kierunku coraz większego odstępstwa, które w ostateczności doprowadzi do potępienia. Odstępstwo od prawdy bardzo rzadko zaczyna się niezwykle spektakularnie. Najczęściej są to drobne kompromisy przejawiające się w kwestionowaniu autorytetu Biblii,  przyjmowaniu nowego objawienia czy też braku posłuszeństwa całej nauce Słowa Bożego.

Biblijne osądzanie

Greckie słowo oznaczjace „sądzić” to krino. Przedrostek ana daje nam słowo anakrino oznaczające tego kto sądzi (bada) wszystkie rzeczy. Jacob Prasch słusznie zauważa, że: „Bóg w Swoim Słowie nakazuje nam anakrino. To nie jest prawo, to nie jest przywilej, to nie jest jakaś sugestia, to nie jest coś co jest nam zalecane. Nakazano nam to robić! A jeśli nie rozeznajemy to brakuje nam mądrości”.

Innym greckim słowem związanym z poruszaną tematyką jest diakrino, które oznacza: wydawać decyzję, dokonywać wyboru. Podobnie Jacob Prasch wskazuje, że: „Duch Święty przemawiający przez Pawła nakazuje nam diakrino. Nie jest nam dozwolone diakrino, nie jest nam zalecanie diakrino, nie jesteśmy uprzywilejowani aby diakrino – jest nam nakazane aby diakrino. To nie jest tak, że sądzenie jest akceptowalne, to unikanie sądu jest nie do przyjęcia”.

Chyba każdy kto kiedykolwiek zakwestionował nowego proroka, albo któregokolwiek z najpopularniejszych obecnie nauczycieli spotkał się z podobną opozycją: Nie sądź. Krytycy „łowców zwiedzeń” opierają się tutaj na słowach Pana Jezusa z Ewangelii Mateusza 7:1. Oczywiście ich argumentacja nie przejdzie najprostszej próby interpretacji Biblii, która mówi o tym, że Słowo Boże zawsze należy czytać w kontekście. Ten fragment nauczania Jezusa wyraźnie zakazuje nam być hipokrytami w naszym osądzie, a nie dotyczy oceny fałszywych nauczycieli. Tutaj znajdziemy greckie słowo hupokrites, bo Słowo Boże zabrania nam być hipokrytami w naszym życiu.

Jako dzieci Boże powinnyśmy nieustannie żyć w postawie umiłowania prawdy Słowa Bożego. Umiłowania jej ponad znaki i cuda, ponad elokwentność i owoce służby nowych nauczycieli, ponad nowe fantastyczne objawiania. Powinniśmy również modlić się do Boga, aby zachował nas przed zwiedzeniem, a sami zrobić wszystko co w naszej mocy aby go uniknąć.

Pamiętam jak kiedyś rozmawiałem z pewnym dojrzałym chrześcijaninem, który stwierdził, że problem zwiedzenia wcale go nie dotyczy bo on „codziennie się modli”. Jest to o tyle ciekawe, bo ten sam człowiek jednocześnie zachwalał jedną z książek przepełnioną mistycyzmem katolickim, naukami Junga oraz duchowością kontemplacyjną. Wierzę w to, że ten człowiek naprawdę codziennie modlił się do Boga, ale to wcale nie zwalniało go z obowiązku biblijnego rozeznania.

Jeszcze większą tragedią jest sytuacja kiedy starsi w kościele zaniedbują swoje obowiązki ochrony owiec i pozwalają na to, aby wiele fałszywych nauk penetrowało ich zbory.

Pierwszy kościół nie bał się nazywać rzeczy po imieniu. Tom Pennington również i nas zachęca abyśmy nie bali się używać języka z Listu Judy czy też Drugiego Listu Piotra. Nie możemy bać się powiedzieć za Pawłem, że ludzie którzy nauczają fałszywej ewangelii są anatema – przeklęci. Jeśli coś jest w rzeczywistości herezją nie powstrzymujmy się przed radykalnym ostrzeżeniem innych ludzi. Niech fałszywie pojmowane pojęcie miłości nie powstrzymuje nas przed zachowaniem biblijnych standardów oceny.

Herezja stanowi najczęściej podróbkę Bożej prawdy. Dlatego z taką wielką łatwością znajduje otwarte drzwi w kościołach ewangelicznych. Pamiętajmy, że szatan na pustyni zniekształcał Słowo Boże a nie zaprzeczał jego istnieniu. Wyrywał z kontekstu biblijne wersety podobnie jak to czynią dziś fałszywi nauczyciele.

Czy wszyscy ci którzy oddali życie za prawdę również mogą zostać zakwalifikowani jako „łowcy herezji”? Czy sprzeciw wobec złego nauczania i wykrzywiania Bożej prawdy jest powodem do wstydu?
Pamiętajmy, że szatan by ukryć swoje działanie i zwieść ludzi, nigdy nie nazywa swoich dzieł po imieniu. Diabeł – jak pisze M. Heide – strategicznie rzez biorąc postępuje bardzo sprytnie: dostosowuje się do ludzi. Jednego łapie na amulety, innego być może bardziej wykształconego na metody naukowe jak np. trening autogenny. Jeszcze innych – ludzi wierzących – na metody religijne i błędne nauki.

Bóg w swojej suwerennej mądrości pozwala aby kłamstwo dojrzewało w obrębie kościoła tak aby wierzący mogli skutecznie rozpoznać różnicę pomiędzy nim a prawdą. Podobnie Bóg pozwala na funkcjonowanie fałszywych braci, aby prawdziwe dzieci Boże nauczyły się radzić sobie z kąkolem wewnątrz kościoła. Nie jesteśmy zachęcani do wojowania mieczem, ale do duchowego rozeznania w sprawach najwyższej wagi. Jeśli ludzie nie wyrzekną się swoich fałszywych nauk powinni być wyłączeni ze społeczności dla swojego dobra, ale przede wszystkim dla dobra innych. Celem biblijnej dyscypliny zawsze jest przywrócenie człowieka błądzącego a nie jego potępienie.

Mogą nazwać cię łowcą herezji, ale pamiętaj, że Bóg wymaga od chrześcijan dojrzałości i posłuszeństwa. Musimy być ludźmi, którzy będą w stanie odróżnić prawdę od kłamstwa. Strach przed człowiekiem to wielkie sidło i wielu ludzi wpada w tę pułapkę. Bojaźń Pańska jest początkiem mądrości.
Coraz więcej ludzi w kościele będzie tłumić prawdę i deprecjonować jej znaczenie na rzecz miłości i jedności. 

Czytelniku, bracie, siostro – nie jesteś sam. Istnieje wiele osób, które ma podobne pytania i wątpliwości jak ty. Pamiętaj, że jesteśmy powołani do tego, aby być posłusznymi Bogu i Jego Słowu a nie człowiekowi.


środa, 27 kwietnia 2016

Traktat napisany przez jednego z najbardziej zagorzałych obrońców zbawienia, które nie wymaga oddania swojego życia Panu Jezusowi, w taki sposób próbuje opisać odkupienie: „Nie ważne jak wielkie byłyby twoje wysiłki, nie jesteś w stanie zarobić albo zasłużyć na relację z Bogiem. Tylko „obiekt” twojej wiary, Jezus Chrystus, na to zasługuje.” Zgadzam się z tym. Jest to zgodne z nauczaniem Pisma Świętego (List do Tytusa 3:5-7).

Ale ten sam traktat w innym miejscu zawiera takie oto stwierdzenie: „Twoje osobiste grzechy nie stanowią problemu dla Boga”. Kiedy autor próbuje następnie wyjaśnić w praktyczny sposób czym jest wiara, pisze tak: „Możesz odpowiedzieć Bogu Ojcu po prostu przez osobiste wypowiedzenie w myślach słów – Wierzę w Chrystusa.”[1] 

Wszystko to sprowadza się do jednego – do wiary, która jest niczym więcej niż tylko umysłową zagrywką. „Wiara”, którą ów traktat opisuje jest niczym więcej niż powierzchownym przytaknięciem, skinieniem głową. To tylko intelektualna zgoda. 

Zane Hodges kładzie ten sam punkt ciężkości na aspekt intelektualny w przedstawionym przez niego opisie wiary: “To, czym naprawdę jest wiara, używając biblijnego języka, to przyjęcie świadectwa o Bogu. Jest wewnętrznym przekonaniem, że to, co Bóg mówi do nas przez ewangelię jest prawdą. To – i tylko to – jest zbawczą wiarą.”[2]

Postawmy zatem kilka pytań – czy jest to adekwatny opis tego co to znaczy wierzyć? Czy wiara jest czymś całkowicie pasywnym, biernym? Czy to prawda, że ludzie intuicyjnie wiedzą czy ich wiara jest prawdziwa? Czy wszyscy prawdziwie zbawieni ludzie mają pełne przekonanie o pewności swojego zbawienia? Czy może ktoś, kto nie jest prawdziwie wierzący, ulec kłamstwu, że jest? Czy może ktoś myśleć, że wierzy, gdy tak naprawdę nie wierzy? Czy istnieje coś takiego jak nieautentyczna wiara?

Pismo Święte w sposób jasny i powtarzalny odpowiada nam na te pytania. Apostołowie spostrzegali fałszywą wiarę jako bardzo prawdziwe i realne zagrożenie. Wiele listów, choć zaadresowanych do kościołów, zawierało ostrzeżenia, które ujawniały obawy apostołów co do niektórych członków tych kościołów, co do których podejrzewali, że nie są prawdziwymi wierzącymi. Dla przykładu Paweł w liście do kościoła w Koryncie napisał: „Poddawajcie samych siebie próbie: czy trwacie w wierze? Doświadczajcie siebie: czy dostrzegacie u siebie to, że Jezus Chrystus jest w was? Jeśli nie, to może rzeczywiście nie przeszliście próby.” (2 List do Koryntian 13:5). Piotr z kolei: “Dlatego, bracia, tym bardziej zadbajcie o stałość waszego powołania i wybrania. Dbając o te cechy, nigdy się nie potknięcie.” (2 List Piotra 1:10). 

Wyraźnie wybrzmiewa z tego stwierdzenie, że już w bardzo wczesnym kościele były pewne osoby, dla których wiara jawiła się jako pewnego rodzaju statyczna, wewnętrzna akceptacja pewnych faktów – akceptacja, o której nie powiedzielibyśmy, że jest czymś „ożywionym”. List Jakuba, prawdopodobnie najwcześniejszy z nowotestamentowych listów, w szczególny sposób zmierza się z tym błędem. Mogłoby się wydawać, że Jakub pisze w nim do dwudziestowiecznych obrońców wiary, która nie wymaga uczynienia Pana Jezusa Panem swojego życia. Pisze mianowicie, że ludzie mogą ulec złudzeniu, że wierzą, gdy tymczasem jest na odwrót, a jedynym czynnikiem, który pozwala nam odróżnić podrobioną wiarę od tej prawdziwej, jest prawe i dobre postępowanie, które jest pewnym i oczywistym owocem autentycznej wiary. 

Jedynie słuchanie

Jakub pisał: “Bądźcie także wykonawcami Słowa, a nie tylko słuchaczami, oszukującymi samych siebie” (List Jakuba 1:22). Jakub używa w tym celu rzeczownika (pōietai) – “wykonawcy Słowa” – zamiast bezpośredniego trybu rozkazującego (“wykonujcie Słowo”). Jakub opisuje bowiem charakterystyczne zachowanie, a nie jednorazowe aktywności. Jedną rzeczą jest walczyć, inną – być żołnierzem. Jedną rzeczą jest zbudować szopę, inną – być budowniczym. Jakub nie zachęca jedynie swoich odbiorców, żeby wykonywali Słowo; on po prostu mówi, że prawdziwi chrześcijanie są wykonawcami Słowa. To właśnie opisuje podstawową naturę tych, którzy wierzą i są zbawieni.
Prawdziwie wierzący nie mogą być jedynie słuchaczami. Greckie słowo oznaczające „słuchacza” to akroatēs, słowo używane na określenie uczniów uczęszczających na wykłady jako słuchacze. Osoba taka zazwyczaj tylko słucha wykładów, a zaliczenia i egzaminy są dla niej jedynie opcją, z które może skorzystać. We współczesnym nam kościele jest wielu ludzi, których podejście do tego, co określilibyśmy duchową prawdą, jest takie, jak podejście tych uczniów – słuchaczy, ludzi, którzy tylko pasywnie przyjmują Boże Słowo. Jednak przekaz Jakuba, ukazany w wersach 23-27, jest taki, że jedynie słuchanie Bożego Słowa prowadzi do bezużytecznej religii (w. 26). Innymi słowy, tylko słuchanie nie jest czymś lepszym niż niewiara albo otwarte odrzucenie. W rzeczy samej, jest gorsze! Ten, który tylko słucha to człowiek oświecony, ale nie przemieniony. Jakub powtarza w ten sposób tę prawdę, którą niewątpliwie usłyszał z pierwszej ręki, od samego Pana. Jezus usilnie ostrzegał przez błędem wynikającym ze słuchania, a nie czynienia (Mateusza 7:21-27), jak również czynił to apostoł Paweł (List do Rzymian 2:13-25).
Jakub pisze, że słuchanie bez przestrzegania jest oszukiwaniem samego siebie (w.22). Greckie słowo na „łudzenie się” (paralogizomai) oznacza “przekonywać przeciwko sobie”. Świadczy to o pokrzywionej logice. Ci, którzy wierzą, że słuchanie Słowa jest wystarczające poczynają całkowicie błędną kalkulację. Oszukują samych siebie.
Jakub przedstawia dwie ilustracje na zobrazowanie tych, którzy tylko słuchają w kontraście do tych, którzy słuchają oraz są posłuszni. 

Lustro

Słuchacz Słowa, w przeciwieństwie do wykonawcy, przypomina człowieka, który przygląda się swojej twarzy w lustrze. Przyjrzał się, odszedł i zaraz zapomniał, jak wygląda. Kto natomiast wniknął w doskonałe prawo wolności i trwa w nim, ten nie jest słuchaczem, który zapomina. Jest twórcą dzieła. I w swoim działaniu będzie on szczęśliwy”. (List Jakuba 1:23-25)
Ten, który nie wykonuje jest dosłownie nie wykonawcą, albo kimś nastawionym na słuchanie bez wykonywania. W przeciwieństwie do niektórych komentarzy, „przygląda się… w lustrze” nie oznacza szybkiego czy przypadkowego spojrzenia. Czasownik w tym miejscu użyty (katanoeō) oznacza “patrzeć uważnie, rozważnie, spostrzegawczo.” Jakub nie ma wcale na myśli tego, że człowiek ten nie przyglądał się wystarczająco długo, uważnie czy szczerze – ale że zaraz po tym odszedł, bez żadnego w konsekwencji podjęcia działania. „I zaraz zapomniał, jak wygląda” (w. 24). Ten werset jest przypomnieniem bezowocnej ziemi z Ew. Mateusza 13. Osoba, która usłyszy Słowo, ale jej serce nie odpowiada we właściwy sposób. A zatem i to, co zostało zasiane, nie jest w stanie wydać owocu. 

Jakub przedstawia całkowitą bezużyteczność pasywnego przyjmowania Słowa. W 1:21 opisuje postawę, jaka powinna charakteryzować przyjmowanie Słowa: „Dlatego odrzućcie wszystko, co budzi odrazę, całą niepotrzebną złość, i z łagodnością przyjmijcie zasiane w was Słowo, które może zbawić wasze dusze.” Spójnik „ale” na początku wersu 22 jest odpowiednikiem słowa „ponadto” albo „a zatem”, które pokazuje, że wers 22 nie jest przeciwieństwem, ale raczej rozszerzeniem polecenia z wersu 21. Innymi słowy, Jakub nie przekreśla tego, że przyjmowanie Słowa jest czymś wspaniałym – to znaczy słuchanie z aprobowaniem i zgadzaniem się z tym, co się słyszy – ale to nie jest wszystko. Musimy bowiem przyjmować tak, jak ci, którzy będą wykonawcami tego, co przyjmujemy. Niewykonawcy nie są prawdziwie wierzącymi osobami. 

Jakub dla ukazania kontrastu używa następującego przykładu. Przykładu efektywnego wykonawcy Słowa: „Kto natomiast wniknął w doskonałe prawo wolności i trwa w nim, ten nie jest słuchaczem, który zapomina. Jest twórcą dzieła. I w swoim działaniu będzie on szczęśliwy” (List Jakuba 1:25). Słowo przetłumaczone jako „wniknął” to w oryginale parakuptō, słowo użyte w Ewangelii Jana 20:5 na opisanie tego, jak Jan pochylił się, by zajrzeć do pustego grobu Jezusa. Słowo to także pada w 12 wersecie 1 rozdziału 1 Listu Piotra na opisanie aniołów, którzy pragną wejrzeć w sprawy dotyczące ewangelii. Oznacza ono głębsze i absorbujące spojrzenie, jak ktoś, kto pochyla się nad czymś, by lepiej się temu przyjrzeć. Hiebert pisał, że słowo to daje na myśl obraz mężczyzny schylającego się nad stołem, na którym leży lustro, żeby dokładniej zobaczyć, jaki obraz się w nim odbija.”[3] To pragnienie zrozumienia przyczyn, których zrozumienie wykracza daleko poza to, co nazwalibyśmy wiedzą książkową. 

To opis prawdziwego wierzącego. W przeciwieństwie do tego, który tylko słucha ten, który prawdziwie wierzy jest jak człowiek, który „pochyliwszy się nad lustrem, będąc zaabsorbowanym tym, co zobaczył, postanowił nie przestawać się w tym przeglądać i przestrzegać tego, czego go to naucza. Ta cecha jest kluczową różnicą, która odróżnia go od tego pierwszego.”[4]Opisując człowieka, który patrzy w Słowo, trwa w nim i jest w tym szczęśliwy jako efekt prawdziwego nawrócenia. 

Czy to znaczy, że wszyscy prawdziwie wierzący są wykonawcami Słowa? Tak. Czy zawsze w praktyczny sposób stosują Słowo? Nie – w przeciwny sposób zadanie pastorów byłoby stosunkowo proste. Wierzący upadają, czasem w bardzo okropny sposób. Ale nawet kiedy upadają, to jako prawdziwie wierzący nie ustąpią, gdyż ich natura i motywacja jest naturą i motywacją wykonawcy. Słowa Jakuba są zarówno przypomnieniem dla prawdziwie wierzących („wykonawców dzieła”, w.25), jak i wyzwaniem dla niewierzących, którzy identyfikują się z prawdą, ale nie są jej posłuszni (będący „słuchaczami, którzy zapominają”). 

Niepowściągliwy język

Jakub przedstawia jeszcze jedna sytuację na opisanie zwodniczej natury słuchania, które nie prowadzi do posłuszeństwa:
Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny, a nie powściąga języka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna. Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie niesplamionym przez świat.” (List Jakuba 1:26-27)
Każdy z nas boryka się z kontrolowaniem tego co mówimy. To przecież także Jakub pisał: „Dopuszczamy się bowiem wszyscy wielu uchybień; jeśli kto w mowie nie uchybia, ten jest mężem doskonałym, który i całe ciało może utrzymać na wodzy” (List Jakuba 3:2). Ale język tego człowieka? Jest jak nieokiełznany koń. Pozwala mu robić co chce, okłamując przy tym swoje serce (List Jakuba 1:26). I nie chodzi tu o to, że jest to jedynie przejściowy stan. Bo stan ten jest charakterystyczny dla natury takiego człowieka. Mimo że głosi swoją religijność, to jego charakter z tym oświadczeniem w ogóle nie współgra. Mimo że bez wątpienia uważa siebie samego za człowieka sprawiedliwego, jest w rzeczywistości w błędzie co do efektywności swojej religii. 

Pomimo widocznej na zewnątrz religijności takiego człowieka, jego nieustannie niekontrolowany język demonstruje jego oszukane i nieświęte serce, jako że „co z ust wychodzi, pochodzi z serca” (Ew. Mateusza 15:18). „Człowiek dobry z dobrego skarbca serca wydobywa dobro, a zły ze złego wydobywa zło; albowiem z obfitości serca mówią usta jego” (Ew. Łukasza 6:45).
Simon Kistemaker zwraca uwagę na ważność wyrażenia “oszukuje swoje własne serce”. 

To już trzeci raz Jakub poleca swoim odbiorcom, żeby nie oszukiwali siebie samych (1:16,22,26). Jako osoba odpowiedzialna za kościół jest w pełni świadomy fałszywej religii, będącej niczym innym jak zewnętrznym formalizmem. Zdaje sobie sprawę, że co prawda są ludzie, którzy po prostu mechanicznie służą Bogu, jednak to ich mowa ich zdradza. Ich religia zdradza tak naprawdę jej fałszywość. I choć sobie tego nie uzmysławiają, to przez słowa i zachowania – albo ich brak – oszukują samych siebie. Ich serce nie jest pojednane z Bogiem i z innymi braćmi, a ich próba ukrycia braku miłości jedynie potęguje sposób, w jaki siebie samych zwodzą. Ich religia jest bezużyteczna.[5]

Ich bezużyteczna religia stoi w wyraźnej opozycji do prawdziwej religii, która jest „czystą i nieskalaną … przed Bogiem i Ojcem” i która objawia się w tym, by „nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie niesplamionym przez świat” (w. 27). I wcale nie chodzi tutaj Jakubowi o zdefiniowanie tego, czym jest religia, lecz raczej przedstawienie tej solidnej prawdy, od której tak naprawdę zaczął: że prawdziwa religia to coś więcej niż zwykłe słuchanie. Prawdziwa i zbawcza wiara będzie w nieunikniony sposób wiodła człowieka do wydawania dobrych owoców w dobrych czynach.

John MacArthur
Tłumaczył: Miszael 
Źródło: https://www.gty.org/Blog/B160418/the-faith-that-doesnt-work
 


[1] R.B. Thieme, Jr., “A Matter of Life [and] Death: The Gospel of Jesus Christ” (Houston: Thieme Bible Ministries, 1990), 10-12.
[2] Zane Hodges, Absolutely Free (Grand Rapids: Zondervan, 1989), 31.
[3] D. Edmund Hiebert, The Epistle of James (Chicago: Moody, 1979), 135-136.
[4] The Epistle of James, 135-136.
[5] Simon J. Kistemaker, Exposition of the Epistle of James (Grand Rapids: Baker, 1986), 64.