5sola.pl

Soli Deo Gloria

niedziela, 10 września 2017

Czym jest bojaźń Boża?

niedziela, września 10, 2017 0 Comments
Chociaż Bóg jest kochający, miłosierny i przebaczający, niemniej jednak trzyma wierzących w odpowiedzialności za nieposłuszeństwo. Podobnie jak Jan, Paweł rozumiał, że: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, sami siebie zwodzimy i nie ma w nas prawdy. Jeśli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jest wierny i sprawiedliwy, aby nam przebaczyć grzechy i oczyścić nas z wszelkiej nieprawości” (1 J 1:8-9).
Wierny wierzący świadomy tego, że służy świętemu i sprawiedliwemu Bogu, będzie zawsze żył z „bojaźnią i drżeniem”.

Ważną prawdą starotestamentową jest, że: „Bojaźń PANA jest początkiem mądrości” (Ps 111:10 por. Prz 1:7, 9:10). To nie jest strach przed skazaniem na wieczną udrękę, ani też beznadziejny lęk przed sądem, który prowadzi do rozpaczy.

Raczej, jest to pełna szacunku bojaźń, przepełniona świętą troską oddania Bogu szacunku, który Mu się należy a także unikania Jego karcącego niezadowolenia. Bojaźń chroni przed pokusą i grzechem oraz daje motywację do posłuszeństwa i sprawiedliwego życia.

Tak rozumiana bojaźń obejmuje nieufność względem samego siebie, wrażliwe sumienie i wystrzeganie się pokus. Wymaga przeciwstawienia się dumie i nieustannej świadomości zwodniczości własnego serca, a także subtelności i siły wewnętrznego zepsucia. Jest to strach, który stara się unikać wszystkiego co mogłoby obrazić i zhańbić Boga.

Wierzący powinni odczuwać strach przed grzechem i tęsknotę za tym co słuszne przed Bogiem. Świadomi swojej słabości oraz siły pokusy, powinni obawiać się upadku w grzech, który wywołuje smutek Pana. Boży strach chroni ich przed niewłaściwym oddziaływaniem na innych wierzących, kompromitacją służby i świadectwa przed niewierzącym światem, a także przed sprowadzeniem karcenia Pana i przed utratą radości.

John MacArthur


Błogosławiony każdy, kto się boi PANA;
kto kroczy jego drogami
” (Ps 128:1)

poniedziałek, 4 września 2017

Rozważanie tajemnicy wybrania

poniedziałek, września 04, 2017 0 Comments
Dlaczego Bóg miałby mnie wybrać?
Dlaczego Bóg mnie wybrał?
Gdyby ktoś zapytałby mnie o wyjaśnienie wybrania, poprosiłbym tę osobę, aby opisała mi w jaki sposób została zbawiona. Powiedz mi jak się nawróciłeś. Precyzując moje pytanie, zamiast używając pasywnej konotacji „zostałeś zbawiony”, zapytałbym, „Jak Bóg cię zbawił?”. Co Bóg uczynił w historii twojego życia, aby cię zbawić? Opisz mi w jaki sposób Bóg przyprowadził cię do siebie?

Te pytania mają na celu znalezienie platformy poznawczej, która pozwoliłaby człowiekowi w sposób praktyczny opisać swoje zagubienie oraz działanie Boga. Boga, który wyprowadza człowieka z duchowej ślepoty a także ze śmierci do życia.

Podchodzę do kwestii wybrania poprzez zbadanie efektów Bożego działania w życiu człowieka. Bardzo niewielu ludzi, których prosiłem o odpowiedź na te pytania, w dalszym ciągu obstawało stanowczo przy przypisaniu sobie własnego nawrócenia.

W jaki sposób zostałeś zbawiony?
Teraz kiedy serce człowieka przychyla się do właściwego kierunku, pokazuję biblijne teksty, które uczą tego co tak naprawdę wydarzyło się w ich życiu. „Ponieważ Bóg, który rozkazał, aby z ciemności zabłysnęło światło, ten zabłysnął w naszych sercach, aby zajaśniało w nas poznanie chwały Bożej w obliczu Jezusa Chrystusa” (2 Kor 4:6)

Po pierwsze, nie mieliśmy światła i Bóg dał nam je podobnie jak w czasie stworzenia świata. Chciałbym przeczytać: „I was ożywił, którzy byliście umarli w upadkach i w grzechach [...] I to wtedy, gdy byliśmy umarli w grzechach, ożywił nas razem z Chrystusem, gdyż łaską jesteście zbawieni” (Ef 2:1,5). Byłeś martwy, a Bóg dał ci życie. To jest opis tego w jaki sposób zostałeś zbawiony. Przeczytaj: „A sługa Pana nie powinien wdawać się w kłótnie, lecz ma być uprzejmy względem wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący złych; Łagodnie nauczający tych, którzy się sprzeciwiają; może kiedyś Bóg da im pokutę, aby uznali prawdę” (2 Tm 2:24-25). W jaki sposób upamiętałeś się? Bóg dał ci pokutę.

Bóg daje wzrok, Bóg daje światło, Bóg daje upamiętanie i „Nikt nie może przyjść do mnie, jeśli go nie pociągnie mój Ojciec” (J 6:44,65). W tym momencie pytam, czy widzą, że to Bóg był decydującą przyczyną tego, że mogli zobaczyć Chrystusa jako prawdziwe i pożądane źródło ich duchowego życia, ich upamiętania, a nawet ich przyjścia do Chrystusa.

Dlaczego zostałeś zbawiony?
Jeśli odrzucą i zaprzeczą temu nauczaniu – jeśli będą twierdzić, że mają ostateczną decyzję o samostanowieniu i że oni sami są odpowiedzialni za własne nawrócenie – zatrzymam się tam i nie będę dalej mówił o wybraniu, ponieważ oni odrzucili fundament. Jeśli mają prawo do samostanowienia jako ostatecznej i decydującej przyczynie ich nawrócenia, wtedy kwestia wyboru jest podważona, a Biblia nie będzie stanowiła dla nich jasnej odpowiedzi. 

Przytoczone wcześniej fragmenty Słowa Bożego w sposób jasny wyjaśniają fundamentalne kwestie związane z naszym zbawieniem. Niestety, są odrzucone.

Ale jeśli zgodzą się, „Tak, Bóg mnie zbawił. Bóg był decydującą przyczyną”, wtedy zapytałbym: „Kiedy Bóg zdecydował się to uczynić? Kiedy Bóg zdecydował o tym że cię zbawi?”. Chcąc uzyskać biblijną odpowiedź na to pytanie, zacząłbym pewnie od Dz 13:48: Kiedy poganie to usłyszeli, radowali się i wielbili słowo Pańskie, a uwierzyli wszyscy, którzy byli przeznaczeni do życia wiecznego”. Było to uprzednie postanowienie – postanowienie – wybór – a po tym następowała wiara. 
Bóg przed powstaniem czasu zadecydował przyprowadzić cię do wiary, otworzyć twoje oczy i dać ci pokutę.
A potem chciałbym powrócić do Efezjan 1:4: „Jak nas wybrał w nim przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nienaganni przed jego obliczem w miłości”. Bóg postanowił cię zbawić zanim jeszcze rzeczywiście to uczynił. On nie jest zmienny ani kapryśny. On nie ma planu B. Zbawił cię w suwerenny sposób gdyż tak postanowił. To właśnie w taki sposób wyjaśniłbym Boże wybranie.

Chciałbym wskazać na kilka tekstów, które każdy z nas może na spokojnie przeczytać i rozważyć: Rz 8:30; Rz 9:11; Rz 11:5 i 1 Kor 1:23-24.
Moim celem w wyjaśnianiu tajemnicy elekcji byłoby obudzenie w nas większego poczucia zdumienia nad własnym zbawieniem i przemyślenia biblijnej prawdy, że zawdzięczamy to wszystko Bogu. Powinniśmy przeżywać własne życie w tym stałym zachwycie, że Chrystus umarł za nas abyśmy mogli być zbawieni. Moim celem jest wzbudzenie w nas pokory i oddania całej chwały Bogu.
Nasze zbawienie nie spoczywa na nas samych, ale opiera się wyłącznie na łaskawej i suwerennej decyzji Boga. Gdyby Bóg nie chciał, nie byłbyś dzisiaj zbawionym i pozostałbyś w duchowej śmierci. 
Wszystko zawdzięczasz Bogu. Gdyby On nie wybrał ciebie, ty nie wybrałbyś Jego. Czy twoje serce opiera się tej nauce?
Dla malkontentów twierdzących, że wiara w wybranie prowadzi do grzechu, pozwolę sobie zacytować słowa D.A. Carsona: „W jaki sposób Pismo odnosi się do pojęcia wybrania? Jak pojęcie to powinno funkcjonować w naszym życiu? W Piśmie Świętym nie prowadzi ono nigdy do fatalizmu; nigdy nie gasi zapału ewangelizacji. Wielokrotnie służy podkreśleniu cudownego charakteru łaski (J 6:68-70; Rz 9). Jego zadaniem jest również zapewnienie owoców w życiu Bożych ludzi (J 15:16) oraz zachęta do wytrwałości w głoszeniu Ewangelii (Dz 18:9-10)”.

Te aspekty natury Boga, których nigdy w pełni nie zrozumiemy, powinniśmy traktować jako tajemnice, które wykraczają poza nasz rozum, a nie jako paradoksy, które pozostają w konflikcie z naszym rozumem.

Wykorzystano kazanie Johna Pipera 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Bardzo często w moich myślach pojawiają się słowa wielkiego szkockiego kaznodziei Roberta Murraya McCheyne’a, który powiedział: „Jeśli chcesz upokorzyć człowieka, zapytaj go o jego życie modlitewne”.

W ostatnich dniach miałem wielki przywilej poznać młodych ludzi, których najważniejszym celem życiowym wydaje się być sprawa Królestwa Bożego. Ci młodzi mężczyźni, przyjęli część purytańskiej teologii, jednakże – co ma bardzo często miejsce we współczesnym chrześcijaństwie – zadowolili się purytańską soteriologią a całkowicie wykluczyli inne cechy będące nierozłączną częścią charakteryzującą purytanizm.

Dziś chcę powiedzieć o modlitwie oraz o tym, że aby być prawdziwym sługą Chrystusa, musisz prowadzić zdyscyplinowane życie. Zdecydowana większość ludzi w kościele nie modli się w ogóle, albo modli się bardzo niewiele. Brak modlitwy jest z pewnością jednym z głównych powodów słabości kościoła, a także symptomem niebezpiecznej choroby duchowej.

Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z faktu, że modlitwa nie jest opcją wyboru dla chrześcijanina. Przeważnie jest tak, że ci którzy bagatelizują rolę modlitwy lub też spłycają jej znaczenie, są ludźmi, którzy nie traktują życia chrześcijańskiego jak wojny. Tak jesteśmy żołnierzami Chrystusa, a życie to wojna.

Purytanizm był potężnym ruchem reformatorskim, który do dnia dzisiejszego wpływa na kształt i jakość naszej teologii, służby oraz życia. Oddzielenie teologii purytańskiej, która jest czymś znaczenie głębszym aniżeli wiara w „pewność zbawienia”, od modlitwy i prowadzenia zdyscyplinowanego oraz świętego życia, jest niemożliwe.

Joel Beeke wskazuje nam na kilka cech, które w znaczącym stopniu definiowały modlitewne życie purytan, a w dalszej kolejności ich potężny wpływ na rozwój i chwałę Królestwa Bożego.

Drogi czytelniku potraktuj te wskazówki jako porady, jako troskę człowieka, który dostrzega w sobie naturalną skłonność do unikania modlitwy. Twoje ciało nienawidzi się modlić. Będziesz zaspokajał swoją religijność czytaniem Biblii, książek chrześcijańskich, spotkaniami w kościele, a nawet ewangelizacją czy inną formą służby. Wiem, bo sam to przeżyłem.

1. Niech modlitwa będzie twoim priorytetem.
Modlitwa jest pierwszą i najważniejszą rzeczą w twoim życiu. John Bunyan, autor Wędrówki Pielgrzyma, pisał: „Módl się często gdyż modlitwa jest tarczą dla twojej duszy, ofiarą dla Boga i utrapieniem dla szatana”.

2. Poświęć się – nie tylko swój czas – modlitwie.
Pamiętaj, że modlitwa nie jest tylko dodatkiem do twojego życia i służby. Modlitwa jest twoim życiem, twoim prawdziwym, duchowym życiem, a także twoją pracą. Modlitwa stanowi termometr twojej duszy.

3. Stwórz miejsce dla modlitwy.
Purytanie czynili to na trzy sposoby. Pierwszy, mieli prywatne pokoje lub inne małe przestrzenie, w których zawsze spotykali się z Bogiem. Kiedy jeden z parafian purytańskiego pastora, pokazywał mu plany swojego nowego domu, który zamierzał wybudować, pastor zauważył, że nie przewidział on w swoich zamierzeniach żadnego miejsca na pokój modlitwy.

Drobna uwaga: mówiąc o „pokoju modlitwy” purytanie nie mieli na myśli współczesnych herezji i głupot związanych z „War room”. W purytańskiej praktyce życia duchowego chodziło o to, że chrześcijanie powinni mieć wydzielone miejsce gdzie spotykają się z Ojcem. Dla jednych będzie to oznaczało osobny pokój, gdzie w ciszy będą mogli oddzielić się dla Pana. Inni będą musieli szukać tej przestrzeni na leśnych ścieżkach, a jeszcze inni w łazience.

Po drugie, zarezerwuj czas na modlitwę w swoim harmonogramie. Purytanie modlili się rano i wieczorem.

Po trzecie, pomiędzy ustalonymi porami modlitwy, zobowiąż się do niej w odpowiedzi na każdy impuls, który pociągnie cię w jej kierunku. Może to być nagła potrzeba, krótka myśl dotycząca nowo poznanej osoby, albo też poczucie wdzięczności wobec Pana, które w naturalny sposób powinno przekształcić się w modlitwę dziękczynną.

Te proste wskazówki pomogą ci rozwinąć w sobie „nawyk” modlitwy. Nieustanna modlitwa stanie się naturalną częścią twojego życia i nawet nie zauważysz tego, kiedy zaczniesz modlić się nieustannie.

Pamiętaj, że modlitwa do Boga, przez Chrystusa jest jednym z najbardziej efektywnych sposobów oddania Bogu chwały i praktycznym lekarstwem zapobiegającym każdemu rodzajowi duchowej choroby.

4. Przynieś Słowo do modlitwy.
Według purytan, drogą modlitwy jest przyniesienie Bogu Jego własnego Słowa. Można to uczynić na dwa sposoby. Po pierwsze, módl się z Pismem. Bóg jest wrażliwy na swoje własne słowa. Zbierz Boże obietnice i przekształć je w modlitwę do Boga, błagając Go aby spełnił to co sam obiecał. Po drugie, módl się przez Pismo.

5. Niech twoje modlitwy będą teocentryczne.
Wylej swoje serce przed Ojcem. Polegaj całkowicie na wstawiennictwie Chrystusa i pomocy Ducha Świętego. Pamiętaj, że modlitwa jest Bożym darem. Nasz Arcykapłan w niebie sprawił, że możemy modlić się do Boga żywego z ufnością i dziecięcą prostotą.

Prawdziwa pobożność wymaga dobrej organizacji, życia przepełnionego modlitwą oraz ciężkiej pracy. Staranne planowanie i systematyczność jest czymś absolutnie niezbędnym jeśli chcemy prowadzić życie na Bożą chwałę.

Tim Challies pisze, że purytanie rozumieli, iż codzienne życie chrześcijanina powinno wyglądać mniej więcej tak:

1. Patrz w przyszłość, aby zobaczyć co musisz zrobić.
2. Idź do Pana w modlitwie: „Panie nie zrobię tego bez Ciebie, potrzebuję Twojej pomocy”.
3. Polegaj na Panu w kwestii odpowiedzi na swoją modlitwę, a następnie przystąp do wykonywania zadań stojących przed tobą.
4. Po wykonaniu pracy, wróć do Pana i podziękuj Mu za okazaną pomoc.
5. Proś o przebaczenie za wszystkie swoje porażki oraz grzech, a także o łaskę abyś mógł okazać większą wierność w przyszłości.

Na koniec, nie daj sobie wmówić, że dyscyplina w życiu duchowym to legalizm.
Nie myśl, że jeśli modlisz się przed posiłkiem i snem to oznacza, że prowadzisz życie modlitewne. Nie, nie prowadzisz.

Nie bądź zdziwiony brakiem mocy w swoim życiu. Mocy do świętego i pobożnego życia. Nie będziesz jej posiadał, jeśli nie będziesz dyscyplinował samego siebie.

Pamiętaj, przed ludźmi możesz przyjąć najróżniejsze pozory. Niektórzy mogą nawet uważać cię za gorliwego chrześcijanina. Jednakże Ten, który bada serca, dobrze wie czy posiadasz wewnętrzne pragnienie, aby zrezygnować ze wszystkiego w swoim życiu, aby tylko spędzić czas z Ojcem.

Nie dziw się jeśli ludzie odrzucą cię gdy tylko zacznie traktować życie z Bogiem na poważnie. Na wąskiej ścieżce nie spotkasz tłumów.

I na koniec, w ostatnich dniach zobaczyłem bardzo wyraźnie, że delikatnym i subtelnym sprawdzianem na wzrost w łasce i prawdziwej duchowości jest proste pytanie: ile czasu spędzam modląc się o innych?

ar

wtorek, 22 sierpnia 2017

Rozmawiając w ostatnim czasie z pewnym młodym bratem, zobaczyłem wyraźnie jak wielkie spustoszenie sieje w życiu wierzących niewłaściwe zrozumienie prawidłowej interpretacji Słowa Bożego. Nauczanie i kaznodziejstwo w naszym kraju nie jest w większości kierowane przez „zdrową" hermeneutykę. Dlatego wielu ludzi głosi, że: „Duch mi mówi, że takie jest znaczenie tego tekstu", albo "Pan mi pokazał, tudzież powiedział...". 

Za każdym razem kiedy słyszycie takie teksty, powinniście zapytać: „Gdzie to jest napisane w Biblii?". Skąd mamy mieć pewność, że to Duch Święty powiedział, a nie duch fałszu odwodzący nas od prawdy? Kiedy ostatnio słyszałem pewnego charyzmatyka stwierdzającego, że „prowadzenie przez Ducha Świętego, a prowadzenie przez Biblię" to dwie różne rzeczy, zdałem sobie sprawę jak wielką tragedią jest brak właściwego zrozumienia Biblii. 

Martyn Lloyd-Jones rozważając 2 rozdział Listu do Rzymian napisał:
Pozwólcie, że poczynię ogólną uwagę odnośnie interpretacji Pisma. Jeśli nigdy przedtem nie spotkaliśmy się z ilustracją takiego błędu, to z pewnością mamy tutaj przykład owego strasznego niebezpieczeństwa wyciągania wersetu z kontekstu i budowania na nim doktryny. Ludzie bardzo lubią to robić. Wyciągania fragmentu Pisma z jego kontekstu jest według mnie bardzo złą praktyką. Jeśli uczynicie to z tym wersetem i wyrwiecie werset szósty – „Który odda każdemu według uczynków jego” – a potem popatrzycie nań poza jego kontekstem, bardzo szybko będziecie mogli dojść do fałszywego wniosku, że usprawiedliwienie jest jednak możliwe z uczynków.

Widzicie, sposobem, aby się przed tym uchronić jest to, co robimy, czyli upewniamy się, że każdy werset rozważany jest w kontekście i nie jest go pozbawiany. Dlatego też wydaje mi się, iż powinniśmy się zgodzić z tym, że tak zwane „Pudełka Obietnic” (autor odnosi się do praktyki umieszczania zwitków z pojedynczymi wersetami zawierającymi obietnice z Pisma w jakimś pudełku, z którego uczestnicy spotkania wyciągają dla siebie po jednym. Są to tzw. Wyroczki) są całkowicie niebiblijne. Nie tylko mogą wprowadzić w błąd, wprowadzić element przypadku, czy magii niemalże, ale posługiwanie się nimi jest nadużywaniem Pisma. Nigdy nie wolno nam izolować twierdzeń Biblii od ich kontekstu.

Ogólnie rzecz ujmując możemy powiedzieć, że jeśli masz problem ze zrozumieniem jakiegoś tekstu, kontekst jako taki będzie najlepszym przewodnikiem pomagającym w jego wyjaśnieniu – znacznie ważniejszym niż znajomość greki, hebrajskiego lub czegoś w tym rodzaju. Kontekst jest najlepszą możliwą pomocą przy wyjaśnianiu każdego tekstu Pisma, ludzie piszący je, byli ludźmi oświeconymi i używanymi przez Ducha Bożego, posiadali tematy, o których pisali i które rozwijali; ich pisma są więc logiczne, sensowne i jasne. Są być może miejsca, których nie jesteśmy w stanie do końca wytłumaczyć, ale zasadniczo możemy to zrobić, o ile zwrócimy uwagę na kontekst.

Podobnie pisał Ramm mówiąc o ludziach, którzy posługują się Biblią na podobnej zasadzie co animistyczne wróżbiarstwo: Wróżenie jest sposobem, przez który prymitywni ludzie decydują, czy powinni podejmować określone działania, takie jak polowanie, łowienie ryb, czy udział w bitwie. Powszechnymi metodami u ludzi pierwotnych jest decydowanie o działaniach w przyszłości na podstawie wnętrzności świń czy kurczaków, łamanie kości w ogniu i decydowanie co zrobić na podstawie kształtu złamania. Kiedykolwiek zmuszamy Biblię, aby mówiła coś na temat konkretnych spraw naszego życia, popadamy w niebezpieczeństwo wróżenia. Jeżeli postępujemy w ten sposób, odchodzimy od rozsądnego wykorzystania Biblii, dla takiego wykorzystania jej, które graniczy z prymitywnym wróżeniem. 

Najbardziej notoryczny jest zwyczaj otwierania Biblii i kładzenie palca na jakimś wersecie w celu przyjęcia tego wersetu jako wskazówki od Boga. Ta metoda bezcześci mądrość Boga, trzeźwość Biblii, stawia wiarę chrześcijańską w śmiesznym świetle i opiera metodę ustalania woli Boga na zabobonnej, magicznej podstawie.

Opisany powyżej typ wróżenia ma także miejsce na bardziej wyrafinowanym poziomie u tych, którzy próbują codziennie znaleźć szczegółowe prowadzenie Biblii, ale nie prowadzenie w sensie znalezienia prawdy, duchowego pokarmu i zasad, tylko w sensie znalezienia szczególnego wersetu, który powie im dokładnie co mają robić tego dnia albo jak rozwiązać jakąś sytuację. Aby to zrobić muszą oni założyć, że Bóg może przez Biblię przekazać im jakieś przesłanie całkowicie oddzielone od autentycznego gramatycznego znaczenia wersetu. Jeśli na to się pozwoli, to co może uchronić interpretatora przed znalezieniem w Biblii wszystkiego, co chce?


wtorek, 15 sierpnia 2017

Społeczność jest jednym z najbardziej niezrozumiałych i niewłaściwie stosowanych słów we współczesnym języku religijnym. Zostało ono w znacznym stopniu oderwane od swego biblijnego korzenia, a powiązane z wąskim kręgiem chrześcijańskiej działalności o charakterze socjalnym, przeważnie dotyczącej jedzenia i prowadzenia zdawkowej konwersacji, a niekiedy definiując niewiele więcej, niż uczestnictwo we wspólnej zabawie.

Śpieszę dodać, że problem nie polega na tym, iż chrześcijańskie wydarzenia natury socjalnej nie mogą być uznane za wyraz chrześcijańskiej społeczności – dzielenie szerokiego wachlarza wspólnych działań winno wypływać z naszej jedności społeczności w Chrystusie – lecz, chodzi o to, że nie są to prawdziwe społeczności. Jak pisze Jerry Bridges: „Spotkania takie mogą – o ile przychodzi się na nie we właściwym celu – przyczyniać się do powstawania społeczności, ale same w sobie i same przez się społecznościami nie są”.

Prawdziwa społeczność jest głębszym i bogatszym elementem doświadczenia chrześcijańskiego. Wychodząc z Dziejów Apostolskich 2:42, gdzie wyróżnia się naukę apostolską, społeczność, łamanie chleba i modlitwę – jako fundamentalne składniki życia ciała Kościoła apostolskiego, Bridges przechodzi do wykazania, że biblijna społeczność (greckie koinonia) to relacja, nie działanie. Jako taka składa się ona z czterech odmiennych aspektów:

1. Wspólne życie w Chrystusie w formie duchowo organicznej społeczności, dzielącej jedność i komunię z Panem oraz jedność w prawdach Słowa Bożego.

2. Partnerstwo w dążeniu do celów oddawania chwały Bogu i szerzenia ewangelii Chrystusowej, w nawracaniu zabłąkanych i budowaniu Kościoła.

3. Praktyczne dzielenie się komunią z innymi w sprawach duchowych w celu wzajemnego noszenia swych ciężarów i wzajemnego dodawania sobie otuchy w wierze.

4. Dzielenie się z innymi posiadanymi dobrami materialnymi, wyrażając w ten sposób najszerzej pojętą jedność ciała Chrystusowej w zaspokajaniu praktycznych potrzeb w codziennym życiu.

Gordon J. Keddie