5sola.pl

Soli Deo Gloria

piątek, 11 marca 2016

Moja ukochana żona i ja właśnie siedzieliśmy na zajęciach dla rodziców w naszym kościele, kiedy przewodniczący starszych kościoła wszedł do środka pytając o nas. Właściwie zapytał o „rodziców Calvina Dodsona”. Trochę speszony pomyślałem, że nasz maluch wpadł w szał, lub zrobił coś innego potwierdzając tym samym naszą potrzebę bycia w tym miejscu, powstaliśmy i wyszliśmy za tym człowiekiem.

Kiedy opuściliśmy pokój i zeszliśmy na dół po schodach, przewodniczący starszych powiedział nam, że nasz 8 miesięczny syn doświadczył nagłego ataku padaczki a opieka szkółki dziecięcej wezwała pogotowie. Zszokowani, udaliśmy się do pokoju gdzie były prowadzone zajęcia aby odszukać naszego najmłodszego syna, którym właśnie opiekowała się pielęgniarka. Miał sine usta i ledwie się poruszał. To było przerażające.

Ta scena była początkiem takich wydarzeń jak wielokrotne odwiedziny szpitala dziecięcego w Los Angeles, ataki padaczki, których doświadczało dwóch naszych synów, bezsenne noce, wiele łez oraz budzących lęk informacji, że stan zdrowia naszych dzieci może spowodować ich śmierć zanim wejdą w okres dorosłości.

Było to straszliwe doświadczenie oraz niewiarygodne błogosławieństwo.

Wydaje się to niezwykle trudne do zrozumienia i trzy lata temu, ja sam z ledwością bym w to uwierzył. Ale prawda jest taka, że ta próba – największe cierpienie z jakim kiedykolwiek się zmierzyliśmy – stało się niezmiernym błogosławieństwem. Stało się tak dlatego, że niesamowity kościół, którego byliśmy częścią, a właściwie jego liderzy, przygotowali nas na cierpienie.

Przyjacielu, jeśli jesteś nauczycielem Słowa Bożego, prowadzisz zajęcia szkółki niedzielnej, a w szczególności jeśli pełnisz posługę pastorską, błagam cię: przygotuj swoich ludzi na cierpienie.

Cierpienie jest naszą rzeczywistością

Wystarczy włączyć wiadomości i nagle oczywistą rzeczą stanie się to, że kultura w której żyjemy jest żywym świadectwem prawd zawartych w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian. Jako społeczeństwo kontynuujemy swój bunt wobec Boga, odrzucamy Jego naukę i wzrastamy w swojej niesprawiedliwości, czego nieuniknionym rezultatem jest cierpienie.

Żyjemy w upadłym świecie wypełnionym chorobami, konfliktami politycznymi, wojnami, napięciami na tle rasowym – złem! Jako ci którzy prowadzą trzodę Bożą, musimy przygotować ich na życie w tym świecie. Musimy przygotować ich na cierpienie.

Chrześcijanie powinni spodziewać się cierpienia

Powinniśmy nie tylko przygotowywać naszych ludzi na cierpienie wynikające z życia w upadłym świecie; musimy również przygotowywać ich na wyjątkowe cierpienie zagwarantowane tym, którzy podążają za Chrystusem. Cierpienie jest częścią chrześcijańskiego życia. Pismo raz za razem mówi o cierpieniu, z którym będą musieli się zmierzyć chrześcijanie (Rz 8; 2 Kor 1; Flp 1:29; Kol 1:24; 2 Tes 1:5; Jk 1)

2 List do Tymoteusza i 1 Piotra niemalże w całości są poświęcone nauce, pomagającej chrześcijanom znosić cierpienia. Chrystus ostrzegał kościół w Smyrnie, że stanie w obliczu wielkiego cierpienia (Obj 2:9-11). Pismo z całą jasnością stwierdza: chrześcijanie będą cierpieć. Jeśli chcemy nauczać całej rady Boga, musimy również uczyć naszych ludzi o cierpieniu.

Cierpienie tworzy uświęcenie

Pismo nie tylko obiecuje chrześcijanom cierpienie; mówi nam również o tym, że nasze cierpienie nie jest przypadkiem. W rzeczywistości, możemy radować się w naszych doświadczeniach wiedząc, że stanowią one jedno z narzędzi, których Bóg używa aby uczynić nas „doskonałymi i nienagannymi, nie mającymi żadnych braków” (Jk 1:2-4).

Jakże niesamowitą zachętą są te słowa! Nie możemy skupiać się na tym, żeby pomagać naszym ludziom uniknąć cierpienia i uciec od jakiejkolwiek próby. Musimy zachęcać ich aby uczyli się ze swoich doświadczeń, aby radowali się w uświęcającej pracy Boga, którą Ten wykonuje poprzez ich cierpienie.

Cierpienie zwiększa wspólnotę

1 List do Koryntian 12,26 wskazuje nam przykład jednej z  najczęściej pomijanych korzyści jakie Kościół jako Ciało Chrystusa może zyskać:
A jeśli jeden członek cierpi, cierpią wszystkie członki z nim ...

Trudno przecenić jaki wpływ może mieć cierpienie na głębokość społeczności w Ciele Chrystusa. Cierpienie prowadzi kościół do wyjątkowej szansy wzrostu we współczuciu, zrozumieniu i miłości wzajemnej. Próby stanowią szansę dla kościoła, aby ten w praktyce mógł doświadczyć co to znaczy nosić brzemiona jedni drugich a przez to ukazać wzór miłości Chrystusa dla świata.

Cierpienie daje nadzieję

Jednym z największych darów cierpienia jest kontrast z przyszłą chwałą, która nadejdzie. Paweł sławi tę piękną prawdę w Liście do Rzymian 8:18:

"Uważam bowiem, że cierpienia teraźniejszego czasu nie są godne [porównywania z] tą przyszłą chwałą, która ma się w nas objawić".

Przyjacielu, te słowa są czymś o wiele większym aniżeli religijnym banałem. To chwalebna prawda. Wielką nadzieją dla cierpiących chrześcijan przechodzących wszelkiego rodzaju próby – jest niezbadana chwała, która na nich czeka. Nasze cierpienie powinno wskazywać nam na to. Nasze doświadczenia powinny zwiększać nasze niecierpliwe wyczekiwanie,  pomnażać nasze pragnienia przyszłej chwały.

Nadchodzi dzień, kiedy ciążące nad tym światem przekleństwo zostanie zniesione, kiedy odkupieni ze wszystkich narodów będą razem uwielbiać, uwolnieni od wszelkich prześladowań, kiedy na świecie nie będzie więcej konfliktów, politycznych nieporozumień i wojen.

W przyszłości nadejdzie wspaniały dzień, nie będzie już ubóstwa zmuszającego nas do wydatkowania jak najmniejszej liczby pieniędzy, żadna żona nie straci swojego męża z powodu raka, nie będzie małych chłopców z padaczką. Doświadczenia dnia dzisiejszego wskazują nam na przyszłość z coraz większym oczekiwaniem tego dnia pełnego chwały.

Eric Dodson

Źródło: http://www.tms.edu/preachersandpreaching/teach-your-people-to-suffer/

czwartek, 3 marca 2016

Kiedy ostatnio przeczytałem, że w naszym kraju są ludzie gotowi uczynić wszystko aby „Boże panowanie objawiło się nad Polską” i ci sami ludzie wierzą, że „Bóg chce zbawić nasz naród bo Polska jest w Bożym sercu” zacząłem zastanawiać się czy aby na pewno tak się rzeczy mają. Dodatkowo te same środowiska w kościołach ewangelicznych ogłaszają przebudzenie w Europie, która pomimo wspaniałych deklaracji, pogrąża się w coraz większym chaosie.

John MacArthur napisał: „Niedaleko Circus Maximus w Rzymie znajduje się pewien ryt za metalową kratą, abyś nie mógł go dotknąć. Widziałem go już wiele razy. Jest to obraz ukrzyżowanej istoty, która ma ludzkie ciało, ale oślą głowę. Widnieje pod nim napis Alexamenos wielbiący swego boga. Ukazuje on pogardę pogańskiego świata do każdego, kto odważyłby się wielbić ukrzyżowanego człowieka, bo na tyle, na ile w tamtych czasach było wiadomo, tylko najgorsze szumowiny trafiały na krzyż. W pewnym sensie ewangelia jest wiadomością niemożliwą do uwierzenia, przeciwną wszelkim naturalnym skłonnościom, a my próbujemy ją dostarczyć ludziom, którzy są ślepi i martwi. Jeśli nie widzisz tłumów ludzi ciągnących, by oddać swoje życie Jezusowi, to już wiesz czemu”.

Cały system tego świata jest w bezpośredniej opozycji wobec Boga i Jego Słowa. Rację miał C.S. Lewis kiedy pisał, że chrześcijanie stanowią „Piątą kolumnę” w świecie sprzeciwiającym się Bogu. Jesteśmy dywersantami, sabotażystami i wrogami wewnętrznymi królestwa, którego bogiem jest szatan.

CAŁA POLSKA BĘDZIE ZBAWIONA!

W naszym kraju jest wielu ludzi, którzy ogłaszają zbawienie nie tylko Polski ale i nadejście przebudzenia dotykającego całą Europę. Ludzie wierzący w panowanie Kościoła żyją w świecie złudnych iluzji nie pokrywających się z rzeczywistością. W dobie pluralizmu religijnego i postmodernistycznego relatywizmu, ewangeliczne chrześcijaństwo zostało zmarginalizowane albo zrekonstruowane.

Tak, ludzie określający się jako ewangeliczni chrześcijanie dokonali transformacji Ewangelii na potrzeby swoich teorii oraz doktryn. Zadziwiającym zbiegiem okoliczności ich nowa „ewangelia” jest zgodna nie tylko z ruchem ekumenicznym, ale i z powszechnymi dążeniami charakteryzującymi ten świat: miłość, pokój, braterstwo, rozwiązanie konfliktów zbrojnych, problemu ubóstwa, AIDS, ochrona środowiska naturalnego, troska o dobro rodziny itp.
Jak do tego wszystkiego ma się poselstwo o ukrzyżowanym Zbawcy?

POSELSTWO

Czy deklarowanie zbawienia całych narodów i społeczeństw jest prawdą? Czy nauka głosząca, iż Kościół w dniach ostatecznych doprowadzi do ustanowienia Bożego porządku na ziemi jest nauką biblijną? Czy współcześni apostołowie rzeczywiście są ludźmi posłanymi przez Boga i przygotowanymi do służby w dobie ostatniej generacji Kościoła?

Prawdziwi chrześcijanie reprezentujący Chrystusa bardzo szybko staną się obiektem ataku ze strony szatana, który wykorzystując system tego świata będzie starał się ich zniszczyć. Prześladowanie nie tylko zostało przepowiedziane przez Pana Jezusa i Jego apostołów, ale również powinno stanowić naturalną konsekwencję głoszenia biblijnego poselstwa. Poselstwa nie tylko będącego w opozycji wobec filozofii świata, ale także przez niego znienawidzonego.

Jak we właściwy sposób rozpatrywać świadectwo męczeńskiego Kościoła prześladowanego przez całe wieki w kontraście z wielkimi proroctwami, oświadczeniami oraz proklamacjami wskazującymi na zwycięski Kościół pełen władzy, mocy i wpływów? Wierzymy w wielotysięczne marsze wywyższające Jezusa, nawrócenia całych stadionów, europejskie przebudzenia narodów czy raczej spodziewamy się pogardy, wyszydzenia i śmierci?

ŚWIATŁOŚĆ ŚWIATA

„Wy jesteście światłością świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze” (Mt 5:14). Wielu z nas ukrywa się przed światem. Boimy się go, czujemy się zbyt święci aby się nim kalać lub też cechuje nas bierność wypływająca z przyzwyczajenia i utraty pierwszej miłości do Chrystusa. Obojętnie jaki jest powód naszego zachowania, Pismo pozostaje niezmienne: „Wy jesteście światłością świata”.

Nie możemy chować się przed światem i głosić Ewangelię podczas niedzielnego nabożeństwa. Dobra nowina dla pogrążającego się w destrukcji świata nie może być zarezerwowana tylko dla nielicznych osób, które jakimś cudem otworzą drzwi naszych kościołów. Wiara powinna być wyraźną treścią naszego życia, które będzie w zdecydowanym kontraście z otaczającym nas systemem wartości oraz trendów.

Oczywiście, musimy spodziewać się odrzucenia. Niesiemy radykalne poselstwo nie będące tylko najbardziej niesamowitą deklaracją łaski w historii, ale także bezkompromisowym nakazem Króla. Chrystus wybrał nas ze świata dla Siebie. Jego prześladował i nas będzie.

PRAWDZIWA EWANGELIA

Charles Spurgeon napisał: „Unikaj cukrowanej ewangelii jak trucizny. Szukaj ewangelii, która drze na kawałki, rozdziera i tnie i rąbie a nawet zabija, ponieważ jest to ewangelia, która ożywia. Gdy znajdziesz ją, weź dobrze pod rozwagę, niech przesiąknie twoje najgłębsze wnętrze. Jak deszcz wsiąka w ziemię, módl się o to, aby Pan pozwolił wsiąknąć Jego ewangelii w twoją duszę".

Ewangelia jest poselstwem, które w bezpośredni sposób atakuje człowieka objawiając mu Bożą prawdę na jego temat. A ta prawda jest taka, że człowiek w swoim nieodrodzonym stanie jest godny śmierci. Nie jest ani dobry, ani tym bardziej nie stanowi centrum wszechrzeczy. Jest buntownikiem, uzurpatorem, którego jedyną nadzieją jest zwrócenie się do ukrzyżowanego Zbawcy, którego świat przez całe stulecia wyszydzał. Nasze „ja” musi bezradnie paść pod krzyżem. A to jest trudne.

Paul Washer powiedział: „Ewangelia, która panuje w dzisiejszej Ameryce rzadko zasługuje na miano Ewangelii. Jest to tania, rozcieńczona wersja, która jest użyteczna do zapełniania list członkowskich kościołów, ale nie przyczynia się w znacznym stopniu do budowania Królestwa Bożego. To, co mówi o człowieku jest tak ostrożne, że nikogo nie urazi. To zaś, co mówi o Bogu, jest tak ograniczone, że nikogo nie zaniepokoi. To, czego wymaga, jest tak łagodne, że nie poruszy sumienia, nie sprawi odwrócenia się od grzechu, ani nie zawiera wezwania do uczniostwa, które ma wysoką cenę”.

Dziś słyszymy, że Bóg ma wspaniały plan dla życia każdego człowieka. Że życie zmarnowane to życie pozbawione celu. Że Bóg daje nam marzenia. Że Bóg pragnie abyśmy byli szczęśliwi. Że Bóg oczekuje od nas zdobycia panowania, które utracił Adam. Że Bóg…

W centrum poselstwa Ewangelii pojawił się człowiek. Ale nie jako jednostka upadła, grzeszna, będąca przedmiotem Bożego gniewu, buntownik, uzurpator Bożej chwały, ale jako ktoś cenny, unikatowy, wart Bożej miłości. Ludzie mają w pogardzie krzyż Chrystusa i dlatego ustanowili szereg alternatywnych religii, które za kierownictwem księcia tego świata, prowadzą ludzi prostą drogą do piekła.

Odrzucenie miłości prawdy i zastąpienie jej kłamstwem od zawsze cechowało rodzaj ludzki. Nie inaczej jest dziś. Dlatego nie wierzę w zbawienie całego naszego narodu. Nie wierzę w podejmowane kompromisy i współpracę z religiami tego świata, mającymi na celu pozyskanie ich dla Chrystusa, którym de facto one pogardzają.

Współcześni prorocy i apostołowie głoszą poselstwo wykluczające ortodoksyjne chrześcijaństwo. Tworzony przez nich twór nie jest prawdziwą Oblubienicą Baranka, której szaty tak często skropione były krwią męczenników, którzy zapłacili najwyższą cenę pozostając wiernymi Temu, który za nich oddał swoje życie.

Kończąc warto przytoczyć słowa A.T. Tozera, który napisał: „Idea, że można uczynić krzyż Chrystusa powszechnie akceptowanym jest herezją naszego pokolenia”. Usuwając krzyż Chrystusa, usuwamy Ewangelię.


środa, 24 lutego 2016

Dlaczego w Kościele jest tak mało wezwania do duchowego rozróżniania? Dlaczego jest tak mało ostrzeżeń przed ruchem fałszywej „nowej ewangelii”, szkalującym osobę Jezusa Chrystusa i zagrażającym życiu Jego naśladowców?

Wielu chrześcijan często wspomina analogię żaby, która powoli jest gotowana w garnku pełnym wody nie zdając sobie sprawy z tego, że ginie. Jednak niejeden wierzący nie jest świadomy, że opowiadając tę historyjkę o żabie tak naprawdę opowiada o sobie samym. Jak inaczej można wyjaśnić szybki wzrost ruchu „nowej ewangelii”, który zaniepokoił zaledwie nieliczną garstkę osób w Kościele? Zwolennicy „nowej ewangelii” nadal publikują bestselerowe książki oraz zapełniają fale radiowe w coraz szerszym zakresie przy jednoczesnej, dziwnej ciszy w obrębie chrześcijaństwa. Czy Kościół ma jakąkolwiek świadomość tego co się dzieje naprawdę?

Często słyszeliśmy płomienną frazę: „Nigdy nie możemy pozwolić aby to co się stało w Niemczech wydarzyło się ponownie”. I z wszystkich pomników Holocaustu, świadectw tych, którzy przetrwali oraz niezliczonej liczby książek napisanych na ten temat, zrobiliśmy kawał dobrej roboty przekonując samych siebie, że nigdy nie popełnilibyśmy tego samego błędu, który uczynili Niemcy w związku z Hitlerem. Uważamy, że Amerykanie nigdy nie dopuściliby do takiej sytuacji w naszym kraju. Nasza demokracja oraz  staromodny zdrowy rozsądek nigdy nie pozwoliłyby na coś takiego.

Żydowski historyk i biograf Adolfa Hitlera, Konrad Heiden, wspomina, że niemiecki dyktator wszystkie swoje plany zawarł w telegraficznym skrócie już w jednym z początkowych swoich pism: Przez lata książka Hitlera, „Mein Kampf”, stanowiła dowód ślepoty i samozadowolenia całego świata. Na jej stronach Hitler ogłosił z przytłaczającą szczerością  – na długo zanim doszedł do władzy – program krwi i terroru, w który tylko niewielka liczba czytelników miała odwagę uwierzyć. Kolejny raz mogliśmy się przekonać, że nie było bardziej skutecznej metody na ukrycie swoich zamiarów niż ogłoszenie ich publicznie.

Jednakże chrześcijanie nie wydają się rozumieć ostrzeżeń Jezusa dotyczących potężnego zwiedzenia, które będzie charakteryzować czasy końca. Być może dali się zwieść myśleniu, że sami nie mogą zostać oszukani i dlatego nie biorą poważnie Jego ostrzeżeń o tym, że podobnie jak niegdyś Hitler, tak w przyszłości powstanie Antychryst aby rządzić światem, a wielu ludzi nazywających siebie samych „chrześcijanami” wspiera duchowe oszustwo przychodzące do nas w rzekomym imieniu Chrystusa.

Nasz przeciwnik chce abyśmy uwierzyli, że biblijne ostrzeżenia są dla innych ludzi i przeznaczone na inny czas. Jednak Pismo oraz Duch Boży głęboko przekonuje nasze serca, że biblijne ostrzeżenia odnoszą się bezpośrednio do nas. Studiując Biblię, czuwając, modląc się i obserwując wydarzenia mające miejsce wokół nas zrozumiemy, że przyszłe czasy opisane przez Jezusa nagle i niezaprzeczalnie dzieją się na naszych oczach.

W drugim Liście do Koryntian, Paweł ostrzegał wierzących przed ich podatnością i skłonnością do fałszywych nauk głoszonych w imię Jezusa. Zakłada on, że jeśli ktoś przyszedłby do nich z „inną ewangelią” z „innym Jezusem” i w „innym duchu” z łatwością by go znosili. (2 Kor 11:3-4)

Wcześniej, w tym samym liście Paweł pośrednio zachęcał Koryntian aby nie ignorowali planów i intryg przeciwnika jeśli nie chcą, by przejęły one nad nimi przewagę (2 Kor 2:11). Paweł powiedział Efezjanom, że to wstyd nawet mówić o rzeczach dziejących się w ciemności, które mają być jednak wystawiane na światło (Ef 5:12-13).

Powiedział im również, że przez całe trzy lata nie przestawał ich ostrzegać dniem i nocą przed „wilkami drapieżnymi", które „powstaną" w kościele i będą „mówić rzeczy przewrotne” aby odwieść ludzi od wiary i przeciągnąć ich do obozu wroga (Dz 20:29-31). Miejmy się na baczności mając i dziś na uwadze te same ostrzeżenia.

Jest czymś bardzo niepokojącym kiedy widzimy wielu chrześcijańskich przywódców, którzy używają tych samych słów i wyrażeń powszechnie wykorzystywanych przez propagatorów „innej ewangelii”. „Nowe objawienia” opisujące jak „poruszenie Boże” ma na celu zabranie wierzących na spotkanie z ich przeznaczeniem, przenoszące ich na „nowy poziom duchowy” w „nowym wymiarze”, brzmią bardziej jak „nowa ewangelia” niż tradycyjna Ewangelia Jezusa Chrystusa.

Czy przywódcy chrześcijańscy prowadzą Kościół do krzyża czy do „Planetarnej Pięćdziesiątnicy”? Dlaczego w kościołach nie ma prawie żadnego wezwania do duchowego rozróżniania (za wyjątkiem ostrzeżeń aby wierzący nie zaczęli powątpiewać w swoich wyznaczonych chrześcijańskich przywódców)?
Dlaczego duchowe doświadczenia mają pierwszeństwo przed duchowym rozróżnianiem? Dlaczego jest tak mało ostrzeżeń wobec ruchu „nowej ewangelii”, szkalującej osobę Jezusa Chrystusa i zagrażającej życiu Jego naśladowców?  Dlaczego „nowe objawienia” w wielu służbach zaczynają zastępować spisane przez Boga Słowo?

Dlaczego chrześcijanie nieustannie przygotowują się na przyjęcie błogosławieństwa a nie na nadchodzące prześladowanie? Co się dzieje w tym świecie?!

Czy Kościół oczekujący przebudzenia i powrotu prawdziwego Chrystusa, może zostać zwiedziony przez tego, który przyjdzie w Jego imieniu starając się Go zastąpić? Czy Kościół będzie zaskoczony błędem uwierzenia i przyjęcia fałszywego Chrystusa „Planetarnej Pięćdziesiątnicy” będącego następstwem „wielkiego poruszenia Bożego” pomimo wyraźnych ostrzeżeń przed zwiedzeniem? 

Czy jesteśmy na prostej drodze do wielkiego złudzenia opisanego w Biblii? Czy istnieje jakikolwiek powód, aby nie rozważyć takiej możliwości? Prorok Daniel wspomina o Bogu „warowni” w odniesieniu do Antychrysta: „Zamiast tego będzie czcił boga warowni; złotem, srebrem, drogimi kamieniami i kosztownościami będzie czcił boga, którego nie znali jego ojcowie” (Dn 11:38)

„Bóg” „nowej ewangelii” pyta jednego z liderów ruchu New Age, Donalda Walsch’a: „Co jeśli nie jestem jak „człowiek” ale raczej jak Siła?”. „Chrystus” z Kursu Cudów stwierdził, że w każdym człowieku istnieje „przemożna Siła”. Marianne Williamson wyjaśnia, że ta „uniwersalna siła” ma dość mocy aby „uczynić wszystko właściwie” i może być „aktywowana” w każdej osobie.
„Chrystus nowej ewangelii” powiedział Barbarze Marx Hubbard, że w dzień „Planetarnej Pięćdziesiątnicy” „planetarny uśmiech” będzie widoczny na twarzy całej ludzkości; będzie to „niekontrolowana radość”, którą opisał on jako „radość siły”, która będzie falować w ciele całej ludzkości. Benjamin Creme opisuje to wydarzenie jako „pięćdziesiątnica dla wszystkich”. „Chrystus” z Kursu Cudów mówi o tym jak skończy się ten świat w „pokoju” i „uśmiechu”.

Czy ktoś zastanawiał się czy ta sama „Moc” może być fałszywą imitacją Ducha Świętego w Kościele i stwarzać „przebudzenia” oraz „poruszenia Boże”, które w rzeczywistości nie są w ogóle żadnym Bożym działaniem? Czy „Bóg mocy” zaczął proces przygotowywania kościoła na „Planetarną Pięćdziesiątnicę”?

Czy nie powinniśmy z większą starannością podejść do słów wzywających nas do badania duchów? Czy położyliśmy naszą wiarę i zaufanie w chrześcijańskich „przywódcach” zamiast w Bogu? Czy zastanawiamy się nad zagadnieniami związanymi z czasami ostatecznymi? Czy wszyscy zgadzamy się z tym, że prześladowanie nie jest tym co powinno nas niepokoić? Czy modlimy się do Boga abyśmy nie zostali zwiedzeni i oszukani?

W mojej książce, „The Light That Was Dark” napisałem, że wielu którzy uważali, że trwali w „wierze” szybko stanie się częścią zwiedzenia, jeśli już nią nie są. Czy byliśmy już świadkami wielkiego odstępstwa przepowiedzianego w Biblii? Czy „tajemnica nieprawości”, o której czytamy w Piśmie już działa z całą mocą znaków i fałszywych cudów? Czy ludzie nazywający siebie chrześcijanami porzucają swoją wiarę w Biblię i biblijnego Chrystusa?

Czy dołączą oni do ekumenicznego ruchu, który na ołtarzu miłości i jedności złoży ofiarę z Bożej prawdy i być może połączy się z resztą ruchu New Age?
Jezus ostrzegał, że taka wiara nie prowadzi do życia, ale do ostatecznego zniszczenia: „Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują” (Mt 7:13-14)

Czy jest możliwe, że powodem dla którego kościół jest nieświadomy ruchu „nowej ewangelii” jest fakt, że jest kierowany przez tego samego ducha prowadzącego ludzi na szerokiej drodze? Czy to dzieje się właśnie teraz tuż przed naszymi oczami?

Warren B. Smith
Źródło: http://www.lighthousetrailsresearch.com/blog/?p=18640



piątek, 19 lutego 2016

Rzymian 12:2 należy do najczęściej cytowanych wersetów z Biblii. W tym oto wersecie jesteśmy ostrzegani o siłach, które walczą o naszą uwagę, o nasze oddanie – ostrzegani o tym, że nawet chrześcijanie bywają z tego powodu rozdarci. „Nie podporządkowujcie się już więcej wzorcom tych czasów”, pisze apostoł Paweł, „niech was przeobraża wasz nowy sposób myślenia, tak, byście potrafili rozpoznać, co jest wolą Bożą, co jest dobre, przyjemne i doskonałe.” Paweł przyjmuje, że nie pozostaniemy i nie możemy pozostać niezmienieni w naszym życiu. Nie będziemy i nie możemy być tacy, jacy w danej chwili jesteśmy. Pytanie jednak brzmi – jak będziemy zmienieni i komu pozwolimy mieć na nas wpływ. Czy podporządkujemy się światu czy raczej pozwolimy przemienić się Bogu?

Podporządkowanie się jest stale obecnym zagrożeniem. Gdy ostatnio się nad tym zastanawiałem, doszedłem do wniosku, że można stać się podporządkowanym temu światu na dwa sposoby – albo aktywnie podążając za światem i za tym, co światowe albo będąc pasywnym, pozwalając, żeby to świat nas zmieniał – powoli, lecz ze skutkiem podobnym do tego, z jakim woda podmywa skałę.

Zatem pierwszy sposób w jaki człowiek podporządkowuje się światu polega na byciu do niego przyciąganym, przez niego odurzonym, a w końcu naśladującym go. To wielka pokusa dla wielu ludzi, prawdopodobnie jeszcze większa dla młodych ludzi wychowywanych w chrześcijańskich domach. Jako nastolatek byłem świadkiem jak wielu moich znajomych zostało pochłoniętych przez ten rodzaj światowości. Zostaliśmy wychowani w chrześcijańskich rodzinach, lecz kiedy moi znajomi zaczęli doświadczać niezależności, z jaką wiąże się wchodzenie w dorosłość oraz pewnego oddalenia od rodziców, to wielu z nich postanowiło doświadczyć także tego, co ten świat ma do zaoferowania. Przypatrywali się jak zachowuje się świat i robili tak samo. Przypatrywali się jak ubiera się świat i ubierali się tak samo. Na tysiące małych sposobów podporządkowywali się światu do momentu, gdy już niczym się od świata nie różnili. Niektórzy z nich ostatecznie doświadczyli działania Boga, który przyciągnął ich z powrotem. Wielu jednak nigdy nie wróciło – wielu rozmyślnie i całkowicie podporządkowało się światu.

Jednak do wielu z nas ta podporządkowująca siła tego świata przychodzi w nieco innej, o wiele łagodniejszej postaci. Ulegamy wzorcom tego świata przez to, że przestajemy być uważni, zaniedbujemy bycie ostrożnym, a wobec wtargnięcia, jakiego dokonuje ten świat, przestajemy wychodzić z ofensywą. Jeśli ten pierwszy aktywny sposób podążania za światem porównać do tego, co czyni przemysłowa odlewnicza forma z poddanym jej materiałem, to ten drugi rodzaj podporządkowania jest powolnym wbijaniem nas w tą formę, kawałek po kawałku. Ostatecznie nie ma znaczenia, w jaki sposób ten proces przebiega, gdyż sprawi on i tak, że staniesz się jak ta forma, według której zostajesz kształtowany. Jednak ten drugi będzie to czynił o wiele wolniej – być może na tyle wolno, że nawet nie zauważysz zachodzących zmian.

Możemy zostać podporządkowani światu poprzez rozrywkę – gdy nie będziemy uważać na to, co oglądamy, słuchamy i czytamy, jak wiele tego pochłaniamy. Możemy zostać podporządkowani światu przez edukację – gdy większy wpływ mają na nas osoby przeciwne Bogu, a mniejszy te, które naprawdę Go kochają. Możemy zostać podporządkowani światu przed nasze przyjaźnie – gdy utrzymujemy najlepsze i najbardziej nas kształtujące relacje z niewierzącymi albo z tymi, którzy otwarcie sprzeciwiają się temu w co wierzymy. Możemy zostać podporządkowani światu przez naszą apatię – gdy zaniedbujemy zwykłe przejawy Bożej łaski w naszych lokalnych wspólnotach, nie angażujemy się w domowe czy rodzinne grupy.

Jakie to wszystko ma konsekwencje? Po pewnym czasie okazuje się, że widzimy siebie nie przez pryzmat Bożego Słowa, ale przez pryzmat tego, co akurat znajduje się na listach bestsellerów. Okazuje się, że nasze rozumienie początków świata jest bardziej zaczerpnięte ze szkolnych podręczników, aniżeli konfrontowane z Biblią. Nasze rozumienie seksualności może więcej zawdzięczać filmom albo pornografii niż Temu, który stworzył nasze ciała i naszą seksualność. Stajemy się stopniowo coraz bardziej podporządkowani – przez nierozwagę, przez brak uwagi, przez zwyczajne zaniedbanie. W jaki sposób jesteś kuszony, by stać się mniej rozważnym i czujnym? W jaki sposób pozwalasz na to, by świat stopniowo wnikał w twoje serce i twój umysł? Bo właśnie w taki sposób świat sobie ciebie podporządkowuje.

Światowość jest jak grawitacja – po prostu zawsze tam jest, zawsze napiera na ciebie, zawsze próbuje wywierać na ciebie wpływ. Jako chrześcijanin możesz się zmieniać poprzez nie poddawanie się temu wpływowi każdego dnia. Musisz i możesz tak robić. Musisz, ponieważ twoje duchowe życie i twoje duchowe zdrowie zależy od tego. Możesz, ponieważ masz w sobie Ducha Świętego, którego radość sprawia, że przemieniasz się poprzez Słowo Boże na kształt Syna Bożego. Nie podporządkowuj się już więcej wzorcom tych czasów!

Tim Challies
Tłumaczył: Miszael 
Źródło: www.challies.com/articles/how-to-be-conformed-to-the-world


niedziela, 14 lutego 2016

Prawdziwa miłość

niedziela, lutego 14, 2016 0 Comments
Bóg jest miłością, a miłość nigdy nie zawodzi, bo Bóg nigdy nie zawodzi. Miłość nie może zostać oddzielona od Boga, nie może bez Niego istnieć. Boża miłość jest fundamentem i zarazem definicją miłości. Bóg jest źródłem miłości, On ją podtrzymuje i sprawia, że miłość jest w ogóle możliwa. Bóg nadaje miłości znaczenie, bez Boga miłość jest nie tyle bezwartościowa, co bez znaczenia.Choć ludzie mogą uznawać, że miłość jest możliwa bez Boga jako centrum i źródła miłości, to w rzeczy samej taka miłość jest niecierpliwa i niełaskawa, zazdrosna i przechwalająca się, wyniosła i prosta, zawsze nalegająca, by postawić na swoim, skora do irytacji, urażona, znajdująca radość w czynieniu złego i w nieprawdzie. Bez Boga miłość jest niczym innym jak kłamstwem ze strony Szatana.

Każdego dnia słyszymy jak ludzie mówią o miłości, jakby była ona jakimś źródłem bezosobowej siły, niezależną energią, która sama w sobie ma moc zmieniać serca, naprawiać rodziny, leczyć choroby, odbudowywać relację i jednoczyć narody. Świat jest rozmiłowany w idei miłości. Nawet słowo samo w sobie – miłość – stało się zbiorczym pojęciem (w którym wszystko się zmieści). Pojęciem, które zdaje się być w centrum powstającego języka opartego na jednej światowej religii i politycznej poprawności. Języka miłości, który sam dla siebie stał się religią. 

I choć świat, cielesność i Diabeł byliby niezmiernie zadowoleni, gdyby udało się ogołocić miłość z jej całego piękna i charakteru, a uczynić z niej miłość akceptowaną przez wszystko i przez wszystkich, akceptowaną w każdym kontekście i w każdej teologii – to jednak byłaby to daremna próba. Bo tak jak Bóg definiuje samego siebie, tak Bóg definiuje miłość.
Ostatecznie jednak jedyna i prawdziwa definicja miłości zwycięży. 

Zwycięży dlatego, że prawda ostatecznie zwycięży, a prawda zwycięży, ponieważ Chrystus zwyciężył, a zwyciężył dlatego, że „Bóg tak umiłował świat, że dał swego jedynego Syna, aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne”. 

Dla pewności powiem – zasługujemy, by zginąć. Nie tyle dzisiaj, co na wieczność. Nie zasługujemy na życie – ani to, które mamy, ani na życie wieczne. Zapłatą za mój buntowniczy grzech jest śmierć. Dlatego zasługuję na śmierć tak samo jak Mahatma Ghandi, Adolf Hitler czy moje własne dzieci. Każdy mężczyzna, kobieta czy dziecko – bez względu na to jak dobrzy lub jak źli ich zdaniem są – zginie, jeśli nie odwróci się od ufania samemu sobie i nie zaufa Jezusowi Chrystusowi, który jest jedyną prawdą, jedynym życiem i jedyną drogą do Ojca. 

Prawdziwa miłość oznacza głoszenie prawdy. Prawdziwa miłość oznacza głoszenie Ewangelii. Prawdziwa miłość oznacza głoszenie miłości Boga i gniewu Boga, a najmniej kochającą rzeczą, jaką możemy kiedykolwiek zrobić jest zatrzymać tę prawdę dla siebie przed tymi, którzy giną bez Chrystusa – prawdę o Bożej miłości, świętości, sprawiedliwości i łasce; prawdę o ludzkim grzechu, śmierci i piekle; prawdę o wierze, przebaczeniu i życiu wiecznym coram Deo, przed Bogiem w niebie, gdzie Boża miłość będzie panować po wieczne czasy.

Burk Parsons
Tłumaczył: Miszael 
Źródło: http://www.ligonier.org/blog/true-love/